9 lut 2010

Wypad do rzeszowa na koncert!

Hajri Hoł!!

W ostatnią niedziele był w rzeszowie koncert i czekałem na niego dość długo i nie mogłem się doczekać. Jak było 3 tygodnie do koncertu to sie wkurzałem że niepowinno się tak wcześnie dawać znaka że jest impreza. Czeka sie i czeka a w zanim będzie koncert to jeszcze kartkówka z majcy albo fizy może być i dostane lampe i mnie starsi nie będa chcieli puścić. Ale jak już się tak wyczeka długo to potem nawet najgorsze zespoły wydają sie być najlepsze i nawet dwu osobowa ściana śmierci na koncercie jest mega wypasiona. Jak to mówia Rzymu nie zrobili na raz to i pogo na raz nie zrobi. Rozrasta się po każdym numerze a jak zagrają coś znanego najlepiej jakis klasyczną przebój to wtedy szajba trafia w ludzi i nie ma zmiłowania. Każdy kto potrafi i oczywiście się nie boi wkręca moshing pod podestem.

Chciałem na koncert zabrać mojego kumpla co go wkręcam w ciężką muze ale on musiał jechać do rodziny bo dziadek miał imieniny i trzeba było być bo jego mama mówi ze nigdy nie wiadomo czy to nie ostatnie imieniny Ryśka. Ja mam lepiej i ogólnie nie musze jeździć ale czasem wyjątki sie pojawiaja i musze jechac. W tym roku musiałem bo na święta dostałem od dziadka konsole do naparzania w gry to musiałem podziękować i dlatego byłem na jego imieninach. Drętwo jak zawsze ale przynajmniej babcia robi dobre placki to pocisnąłem kilka kawałków serownika i jabłkowca. Pojechałem sam bez kumpla.

W pierwszą strone jechałem autobusem. Było konkret bo cziko ode mnie z klasy pożyczył mi płyte czyszczącą laser i naprawiłem discmana i sluchalem muzy cała droge. Przywaliłem 36 crazy fists na losowe odtwarzanie w petli i kita. Nawet jak jechało się 40 - 50 na godzine to mi sie wydawało ze 90 na budziku jest na bank przez muze. Nie wiem czy przez to że wczuwalem w muzyke czy ze myslalem o zabawie na gigu wysiadlem o 2 przystanki za wcześnie. Do rzeszowa czesto nie jeżdze to porypaly mi sie osiedla. Ale spoko bo wsiadlem sobie do miejskiego autobusu bo akurat jechal i podjechalem ten kawalek. Jak już sie zatrzymal to zajawka mnie na maksa wziela ze juz jestem i ogolnie zajawka i wyskoczylem z autobusu z trzymaniem za rurke nad drzwiami. Kumple mowili ze jak kanary wsiadaja to najlepsi goscie wyskakuja na nich wlasnie z rozmachu i z trzymaniem za rurke i wtedy robi sie miejsce i naginaja przed nimi. U mnie kanarow nie bylo ale bylo 36CF. Zlapalem rurke bujnalem i juz nie bylo jak kumpel opowiadal. Rekawiczki mi sie zeslizgneły z rurki i polecialem na plecy nogami do przodu. dotknalem pietami ziemi i myslalem ze sie wyratuje ale bylo slisko i nie sie nie dalo nawet mimo ze lapalem stabilizacje rekami. walnalem plecami o chodnik az mi czapka spadla. Nic mi sie nie stalo bo mialem plecak ale discman ktorego naprawilem i mialem go w plecaku to juz sie nie da naprawic. No i troche wstyd bo ludzie mnie wysmiali ale to nic i tak zadko jestem w rzeszowie.

Polazlem do rynku i ludzie co ich pytalem gdzie klub pokazali mi dokladnie gdzie jest to trafilem bez problemu. Wyslalem ojcu sms ze to sam srodek miasta i ze najlepiej to jak bedzie po mnie jechal to pod ratusz. Wbilem do środka to było juz pare ludzi. nie za duzo nie za malo ogolnie pare ludzi. siadlem sobie przy stoliku i myslalem ze cos sie uda z discmana zlozyc ale nie dalo rady. Pierwsza kapela totalny dead core! Dobry do moshingu, garowy mial niezle patenty na dwie stopy i ogolnie zajebista nuta!! Ludzie nie zwariowali ale lekki zalazek pogo byl. fajnie sie ruszali na scenie, skoki, poobrotowki machanie wioslem itp. wokal mowil ze to ich pierwszy koncert to jak na debiut to pozytive ! Potem druga kapela co byla taka lajtowa. Na majspejs jak sluchalem to wydawalo mi sie ze bardzej lajtowa bedzie a na zywo byla mniej lajtowa. Ale to taka muzyka bardziej zeby degustowac ja niz do ostrej zabawy. Na trzeci ruszt poszla kapela co najbardziej moshing zainstial na niej. Szybkie numery i gardlowany wokal no i sznitujace rify. dobra zabawa i nawet bylo proszenie o reszte i sie zgodzili a potem musieli konczyc bo szli na pociag. Na koniec ostatni zespol. juz chyba moj ojciec czekal pod ratuszem jak zaczeli grac bo jak wyszedlem o 22:45 i doszedlem do auta to myslalem ze mnie zabije. oni zagrali taki rock punk hardcore i melodyjnosci nie brakowalo i troche polamanych dzwiekow. ludzie na koncercie potrafili sie bawic. to mi sie podobalo ze nie bylo sztywnosci. Byla tez szama ale jak spytalem po ile to powiedzieli ze tylko dla zespolow to nie pojadlem nic. Co mi sie nie podobalo to ze za duzo dymu z petow i caly smierdzialem i ojciec potem ze skrzywiona buzka siedzial bo mu smierdzialo. no i nie bylo cieplo zbytnio a ja mialem troche mokre spodnie na tylko po ladowaniu przed autobusem i mi zimno bylo ale hardcore pride w moshu sie rozgrzalem.

Po koncercie pobieglem do ojca bo chyba mialem 15 nieodebranych polaczen od niego. Mega sie spuszyl ze czekal i ze zimno i musialo auto chodzic wlaczone i ze paliwo czerpalo i ze wstaje rano i ogolnie to nie wygladal na szczesliwego. Przez cala droge sie nie odzywal i troche mialem wyrzuty sumienia ze czekal dlugo a ja w najlepsze zabawa. Troche nie moja wina bo mialo byc o 6tej a zaczelo sie o 7:30. podsumowanie wyjazdu jest takie. Wkurzony ojciec, popsuty discman, brudny plecak i burczenie w brzuchu.

Tyle zbieram sie do szkoly. juz w sumie luz wystawione oceny praktycznie wszystkie ale chodze bo mam duzo nieobecnosci a na ferie chcialbym miec luz w domu.

siema nara hej !!

1 komentarz: