Sajonara !
Trochę nie pisałem bo miałem bana na internet. Ojciec mi założył we wtorek ale mama pozwoliła mi już dziś posiedzieć trochę. Wszystko zaczęło się od tego, że pojechałem z tatą na większe zakupy we wtorek popołudniu. Wybraliśmy się praktycznie do samego Rzeszowa bo on chciał coś jeszcze do domu kupić. Najlepsze i najbliżej to mamy Auchana i Liroy Merlin bo są dwa obok siebie a nie trzeba do miasta wjeżdżać bo są przed miastem. Na parkingu masakra bo było milion śniegu i milion samochodów. Parking na 1.5 miliona a jak milion blokował śnieg to mogło wjechać tylko pół miliona samochodów. To tak z matematyki wychodzi a nie, że się coś wymyśla. Jeździliśmy dookoła parkingu – tzn ojciec mówił do mamy przez telefon „Szlag mnie trafi już 30 minut jeździmy po parkingu i nigdzie nie ma miejsca”. Dla mnie to nie jazda bo ludzie chodzili szybciej od nas. Dla mnie jazda zaczyna się jak na budziku przekracza 60 na godzinę.
Ja już miałem dość i podpowiedziałem tatowi, żeby wjechał trochę na śnieg bo widziałem gościa jak stał takim większym na śniegu a jak nie ma miejsca nigdzie to co ma zrobić? No to posłuchał mnie i najechał jedna strona samochodu na śnieg ale jak wjeżdżał to auto lekko podskoczyło ale tyle tak cicho, że na pewno nic się nie stało. Powiedział mi, że przynajmniej raz się do czegoś przydałem. Musieliśmy wysiadać moją strona bo od jego strony była latarnia no i cała kopa śniegu. Weszliśmy do sklepu to ja szybko poszedłem po wózek i wio w alejki. Dał mi kartkę i powiedział, żebym wziął to co na kartce a on idzie jeszcze zobaczyć do pasażu za spodniami i będzie za 10 minut. Powiedziałem „no probs bro” ale chyba nie załapał bo popatrzył na mnie jak na idiotę.
Coś tam porobiłem tych zakupów i minęło z 15 minut i zobaczyłem mojego tatę jak mnie szukał po sklepie. On nie zadzwoni na komórkę bo sępi kasę więc wolał łazić po całym sklepie i mnie szukać gdzie jestem. Zawołałem „tato” i chciałem do niego podjechać na wózku – tak położyć się brzuchem nogi do góry i kita. Tak ze 3 metry przed nim chciałem już hamować ale podniosło mi lekko przód i jak dałem go do dołu to te kółeczka z przodu się ustawiły bokiem i wrypałem się promocyjną wystawę herbaty. Rozwaliło się sporo tego na podłogę ale na szczęście tylko 2 opakowania popsuły się tak, że nie trzeba było je kupić. Z 10 minut układaliśmy te herbaty a ojciec cały czas mówił, że gdziekolwiek mnie zabrać to się musi wstydu najeść. Pozbieraliśmy wszystko, dokończyliśmy zakupy i pojechaliśmy do kasy. Ojciec był trochę zadowolony bo kupił sobie spodnie do pracy na promocji więc nawet bardzo nie pultał o ten wózek co nim wjechałem niechcący w herbatę. Spakowaliśmy wszystkie rzeczy w reklamówki i poszliśmy do samochodu, żeby zostawić manele i iść do tego Liroy Merlin. Na parkingu armagedon, ludzie, ciapa, snieg i samochody. Ojciec chciał iść na około a ja powiedziałem, że tędy będzie bliżej tylko jedna kałuża do przeskoczenia i tyle. To się zgodził bo też chciał szybko jechać do domu oglądać olimpiadę. Ja przeskoczyłem na luzaczku i on też tylko, że jak on skoczył i lądował to mu się w reklamówce szelka urwała i płyn do płukania, ręczniki papierowe i najgorsze we wszystkim nowe spodnie wpadły w ciapę. Płyn luz + ręczniki też luz bo zapakowane w folie a spodnie nie luz bo nie zapakowane. Mega się wkurzył i powiedział, że to moja wina jakbyśmy poszli na około to nie byłoby problemu o i w ogóle to już się chyba nie cieszył z tych spodni. Powiedziałem, że przepraszam i że jak się wypierze to będą dobre przecież. Nic nie powiedział tylko, że ostatni raz mnie słucha bo zawsze coś i że wracamy do domu nie idziemy do sklepu. Wsiedliśmy do auta, rzeczy do bagażnika i ruszamy. Tzn chcemy ruszać ale auto nie jedzie ani trochę. Okazało się, że się zawiesiło na śniegu cała strona od kierowcy. Próbował do przodu do tyłu ale nic nie dawało. Wtedy powiedział, że mam zakaz komputera i mało mu głowa nie wystrzeliła taki czerwony ze złości. Prosił gościa, żeby nas wypchali ale on powiedział, że to głupie bo coś tam może się zerwać od spodu i nie powinno się pchać jak auto zawieszone na śniegu. Musiał iść do ekipy sprzątającej prosić o łopatę i jak przyszedł to zaczął wywalać śnieg spod auta, żeby można było wyjechać. Chciałem zrobić za niego bo to był mój pomysł ale kazał mi się nie odzywać i że nic nie będę kopał bo znając mnie coś rozwalę albo porysuje auto łopatą czy coś. Tak z 10 minut odkopywał, oddał łopatę, wsiadł do auta i pojechaliśmy do domu.
Jak wróciliśmy mama zapytała czy był w Liroyu to krzyknął, że nie był i że nie będzie. Jak spytała się czemu krzyczy i co się stało to powiedział „zapytaj się syneczka on Ci powie co się stało”. Ja tylko ruszyłem ramionami i poszedłem do pokoju. Nie będę z nim nigdzie jeździł bo zawsze problemy. Przecież specjalnie nie zrobiłem, żeby się działo źle tylko że to życie jest i nie zawsze się robi jak się chce bo my sobie a życie sobie.
Ok idę czytać internet bo jestem pare dni do tyłu i na gg mi wyskoczyło chyba 20 okienek jak odpaliłem.
Siemanejro !
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz