16 lut 2010

Mirabelki.

Sajonara !!!

U nas na osiedlu to jest takie przdszkole co mają tam plac zabaw dla dzieci. Jak było ciepło to zawsze dzieci się bawiły ale tylko do 15:00 bo potem to ich zabierali do domu i przedszkole było zamknięte. Tam pracował „Kaszuba” (o Kaszubie napisze może innym razem), co był stróżem i ogólnie jak był w pracy to lepiej było nie wchodzić na teren przedszkola. Potem jak szedł do domu to można było robić różne przygody na ich kwadracie. Całe przedszkole otoczone było bramką taką zieloną i w sumie tyle było z zabezpieczeń. No i drzewka różne (nawet owocowe niektóre) rosły tam u nich przy bramce i było dużo zakamarków. Domki takie drewniane czy piaskownice i dużo krzaków. Raz jak już było ciepło to poszliśmy się bawić w chowanego. Teren był dobry do takich rozgrywek to często robiliśmy tam różne gry zespołowo-drużynowe. Było nas pewnie prawie dycha do zabawy. Nie pamiętam dokładnie kto był ale wiem, że na pewno byłem ja, Wargul, Popłoch, Kumfik, Kornik, Syra, Synuś, Paszczak i dwa Zachrady (to bracia i jeden był Zachrad 1 a drugi Zachrad 2 więc wołaliśmy ich Jeden i Dwa). To teraz liczę, że nas dziewięciu było. Zrobiliśmy wyliczankę kto będzie klupił a reszta będzie się chować. Różne mieliśmy wyliczanki ale żeby poszło szybko to zagraliśmy w marynarza i na kogo wypadnie ten kisi przy klupiance i liczy do 50. Wypadło na Kornika. On liczył   reszta dylowała ile pary w nogach żeby się schować. Ja z Wargulem pobiegliśmy zaraz koło ogrodzenia i staliśmy na ogrodzeniu za drzewami (bo teren zabawy to był cały ogrodzony i nie można wychodzić za). Kornik zaczął szukać i poszedł za budynek a my z Wargulem staliśmy i jedliśmy mirabelki bo właśnie za drzewami merabelkowymi staliśmy w ukryciu. Zjadłem chyba ze sto a połowę to kwaśne bo jeszcze zielone. Jadłem z nudy a Wargul wybierał tylko dojrzałe. Potem było kilka zmian na klupiance i już tak po 30 minutach zabawy nam się znudziło chowanego i zaczęliśmy się zamrażanego. To jest, że trzech (zależy ile ludzi się bawi bo czasem jak dużo to i czterech a jak mało to dwóch) biega i zamraża innych. Nie można dotykać trawy tylko po betonie można i jak ktoś jest zamrożony no, że jak ten co zamraża go dotknie to musi stać tam gdzie go zamroził a jak ktoś jest niezamrożony to jak dotknie zamrożonego to może odmrozić i tamten znów może uciekać. Trzeba dawać głośne komendy jak się zamraża i odmraża, żeby każdy wiedział co się dzieje. Komendy to są „ZAMROŻONY” i „ODMRAŻAM”. Uwielbiam odmrażam jak już nie ma praktycznie szans i wtedy ja ratuje ludzi i goście dalej muszą nas gonić aż zamrożą wszystkich i wtedy 2 pierwsi zamrożeni łapią i tak w koło Macieju.

Wybraliśmy składy i zamrażał Paszczak, Zachrad 1 i Syra. Zaczęliśmy uciekać trochę na drugą stronę budynku trochę od przodu. Teren taki jak w chowanego wiadomo. No i ja to miałem taką skrytkę na daszku co się wchodziło tylko po rynnie albo piorunochronie. Wlazłem tam i czekałem aż będzie ktoś zamrożony żebym mógł zeskoczyć i uratować bo lubiłem być takim wybawiaczem całej ekipy. Siedziałem na daszku i na dole już zamrozili Popłcha i Wargula po mojej stronie budynku i po drugiej też dwóch to tylko jeden był na wolności ale go zablokowali i nie mógł nikogo odmrozić. Nie wiedzieli gdzie ja jestem to pilnowali tej strony budynku co był zamrożony Popłoch i Wargul żebym ich nie odmroził. Ja siedziałem na tym daszku ale przewalało mi się w brzuchu po tych mirabelkach i już nie mogłem wytrzymać bo chciałem iść na kupę. Chciałem kupę i chciałem być bohaterem ratownikiem. No i trzymałem i  trzymałem a chciało mi się coraz bardziej i bardziej. Siadłem na pięcie żeby trochę zatamować ale dalej mi się chciało. Już mnie bardzo ale na serio mega ostro czad bolał brzuch. No i wcześniej mówiłem zamrożonym żeby dali znać jak będzie czysto to ich odmrożę. Nagle Wargul woła że droga wolna żebym złaził szybko i ich ratował. Wtedy to już nie dawałem rady z brzuchem i wszystko mi się przewalało w środku. Zszedłem szybko i jak biegłem odmrozić Popłocha to samo z siebie mi się popuściło i poszedł mi rzadziak z tyłka. Dobiegłem do Popłocha jeszcze i czułem, że wszystko mi się popuściło i ogólnie to się osrałem delikatnie mirabelkami. Powiedziałem, że muszę iść do domu i poszedłem okrakiem w stronę klatki. Oni widzieli jak idę i wiedzieli, że walnąłem kleksa w majty. Najgorzej było przejść przez ogrodzenie bo dalej mi się chciało i bałem się podnosić nogi i ogólnie to średnie jest uczucie jak się niesie towar w majtach przez całe osiedle. Jak wróciłem do domu to od razu do łazienki i spodnie do prania i majty do wyrzucenia.

Od tamtej pory już nie jem zielonych mirabelek bo nie dość że psują zabawę to na dodatek trzeba potem prać spodnie i to ręcznie. No i trochę potem wołali na osiedlu na mnie Kleks ale w miarę szybko się o tym zapomniało to jakoś przebolałem. Dobrze, że z dziewczynami była kosa i nie były z nami w bandzie to mniejsza siara.

Ok tyle siema nara hej !

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz