Pewnie też macie koło siebie taki mały sklep co się mówi, że osiedlowy czy lokalny. Jedne są fajne a inne niefajne. Mój jest ten drugi czyli nie że fajny tylko niefajny. Napisze trochę o tym sklepie bo mi się poprzypominało trochę.
Sama nazwą lepiej się nie kierować bo to czasem myli co się o tym przekonałem parę razy. No więc „Antoś” jest małym sklepem. Mi w sklepach to prawie nic nie przeszkadza w sensie że wystrój czy coś. Tutaj też mnie nic nie rusza w tym sklepie. Trochę jest rozpiździaj ale to chyba taka norma w tego typu zakładach. Nic nie miałbym do tego sklepu gdyby nie to że miałem kilka razy przewalone przez niego w domu. Tak pozbieram w całość żeby nie robić dużo historii o tym Antosiu.
Jak się wchodzi w lecie i zamknie drzwi to już baba krzyczy „chcesz żebym się tutaj udusiła?”, jak się wchodzi w zimie i się drzwi nie domknie to też krzyczy tylko inaczej bo „chcesz żebym tutaj zamarzła? Ogon masz?”. To tak żeby zachęcić do zakupów. Jak się normalnie wejdzie i zamknie albo nie zamknie bo to zależy od tego jaka pogoda i powie dzień dobry czy coś to baba nie odpowiada, chyba że jej się pomyli to odpowiada ale myli się rzadko. Kupuje pieczywo to nigdy nie ma worków takich żeby sobie włożyć bułki czy chleb do środka a potem od ojca dostaje ochrzan, że chleb czy bułki są mokre od mleka w worku czy od kapusty kiszonej. Jak kupuje ser żółty to kroi tak, żeby sprzedać te takie z samego końca co są odbite pieczątki. Za to też mnie ojciec zawsze ochrzania i się drze że on mnie ani po wosk ani po farbę nie wysyłał tylko po ser żółty. W plasterki nie pokroi a jak kiedyś poprosiłem to się wydarła, że kolejka a ona ma dwie ręce. W zimie jak się wchodzi do sklepu to od razu zabija wzrokiem bo się czasem ślady na umytej podłodze zostawia. No ale bez jaj w budzie robię przekręty ze zmianą butów i nie zmieniam to co do sklepu będę z pantoflami przychodził? Kiedyś mój ojciec wysłał mnie po surówkę do sklepu bo mu się robić nie chciało do obiadu. Poszedłem i był napis markerem na kartce „surówki świeże w sprzedaży są”. Kupiłem 30 deko to mnie ojciec prawie zabił bo zapłaciłem 18 złotych za takie pudełeczko. Bo ta baba to ma żyłkę do biznes handlu. Ostatnio kupowałem picie i była promocja taka że dwie butelki Pepsi połączone i na opakowaniu pisało 2L + 2L gratis. To wziąłem bo pepsi 5.20 w sklepie to 4 litry za 5.20 to wychodzi 1.30pln za literka to w sumie 32 grosze za szklankę to po taniości raczej. Baba mnie skasowała i wziąłem rachunek bo coś tam kupowałem jeszcze i poszedłem do domu. Jak mnie kasowała to mówiła, „szkoda, że ta promocja się już skończyła i nie ma na hurtowni więcej. Przedstawiciel mówił, że im się to nie opłacało i dlatego”. Pomyślałem, że co mnie to obchodzi ważne że mi się opłacało :))). Jak wróciłem do domu i dałem ojcu rachunek to zaczął się drzeć czemu za pepsi zapłaciłem 8 pln (bo tyle było na rachunku) jak na opakowaniu pisze że gratis druga butelka. Kazał mi iść do baby po pieniądze. Bałem się to poszedłem z domu postałem chwile i wróciłem i dałem mu swoje pieniądze bo baby bałem się jeszcze bardziej. Teraz to już wiem czemu jej szkoda, że promocja się skończyła. Wałki tam kręci. Jak się kupuje jabłka czy coś na wagę to zawsze wsadzi coś popsutego do dobrych rzeczy żeby się pozbyć. Potem ja za to mam przewalone. W lecie to ma napis duży na kartonie na drzwiach „Napoje zimne w sprzedaży są”. Jak poprosiłem o wodę niegazowaną zimna to powiedziała, że wody nie wkłada bo nie ma miejsca i tylko droższe napoje. To wziąłem 2 litry Sprite to potem ojciec mówił, że butelka śmierdzi. Bo ona trzyma napoje zimne w takiej chłodniarce z kiełbasą i innymi takimi z mięsem. Tam na tym mięsie to kiedyś był napis „polędwica z czostkiem”. Mama się śmiała a ja nie czaiłem o co chodzi jak mi pokazywała. Dopiero jak wyszliśmy i się dopytałem to powiedziała, że pisze się czosnkiem a nie czostkiem. To akurat mi obojętne bo jakby nie to, że mi się tutaj samo błędy sprawdza to bym gorsze popełniał.
Teraz się obraziła bo pytała czy oglądam Małysza to powiedziałem, że mnie to nie interesuje i wole grać w gry to fuczała, że powinno się wspierać polskich sportowców a najbardziej na olimpiadzie. Miałem jej powiedzieć, żeby im przelała kasę co robi na lewo na pepsi na ich konto jak ich chce wspierać ale dałem se siana. Wziąłem 5 bułek z czego potem okazało się ze 3 z dzisiaj a dwie z wczoraj i poszedłem do domu. Ojciec znowu się na mnie darł i mówił „ty to chyba jesteś półdebil, no półdebil jak można nie umieć bułki kupić”. To niech se sam chodzi i zobaczymy czy jak go baba będzie zagadywała o Małyszach albo, że jak kroiła salceson to się przecięła i jej się nie goi to czy wszystko dobrze kupi i posprawdza.
Niedługo będę Antosia bojkotował tak jak kebaba w rynku w Rzeszowie co mnie tam chcieli kiedyś bić jacyś goście.
Siema nara hej.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz