12 lut 2010

Lodowisko część druga - czyli lodowisko i po lodowisku

Piona !!

Chciałem napisać o tym wczoraj, ale nie dałem rady. Złapały mnie zatoki i musiałem naświetlać czoło taką specjalną lampą. Kiedyś chodziłem do przychodni na naświetlanie ale od kiedy moja mama przyniosła taki filtr fioletowy co się wkłada do lampy to robię to w domu. Mamy taką lampkę biurkową i tam mój tato wsadził żarówkę 350 i do tego zrobił taki szkielet i obwinął go folią aluminiową. Do tego rusztowania wkłada filtr a rusztowanko zakłada na lampka i okleja taśma taką brązową szeroką. Się trzyma i grzeję tak jak ta w przychodni no i nie trzeba chodzić i działa tak samo. To jak nie ma różnicy to po co chodzić prosić i dawać czekoladę za to że zrobią jak można w domu i samemu zjeść czekoladę. Teraz mam dzień wolny więc w sumie trzy pod rząd bo nie poszedłem do szkoły już dzisiaj.

Teraz o naszym lodowisku. Jak wstałem w sobotę to pierwsze co to poszedłem do okna obczaić co się dzieje. W sumie za wiele nie zobaczyłem ale i tak byłem podjarany. Z kumplami umówiliśmy się na 10:30 a ja wstałem o 8:00 żeby wszystko sobie przygotować. Po śniadaniu szybko poszedłem do piwnicy po łyżwy. Przyniosłem sobie brązowe panczeny mojego brata. Zajebicho bo jeszcze rok temu nie mogłem w nich jeździć bo były na mnie za duże. Teraz też były za duże ale mniej i jak napchałem waty w czubki to nawet się tego nie czuło. Cały się ubrałem i byłem prawie gotowy do wyjścia. Wziąłem też kij do hokeja i znalazłem jeden krążek to wsadziłem go do kieszeni. Jak już prawie wychodziłem z domu to zobaczył mnie mój brat i po panczenach. Powiedział, że to jego łyżwy i że on mi ich nie pożycza. Zaczął mówić że oni idą dziś też jeździć i nie mogę ich brać. Mama powiedziała żeby mi dał ze przyniosę za dwie godzinki i sobie weźmie jak będzie jechał. To wymyślił, że mi się kostka skręci i że to niebezpieczne bo są te łyżwy za duże. Powiedziałem, że są idealne, świetnie leżą w ogóle cycuś glancuś. Mama powiedziała, że jak za duże to nie powinienem brać. To mówiłem non stop że jak bum cyk cyk są dobre. Kazali mi ściągnąć buty i jak wyjęli z jednego czubka garść waty to już mi nie uwierzyli że są dobre. To wtedy to biała gorączka we mnie weszła. Wykablowałem na brata, że ma Twój Weekend schowany za książkami to on mi zabrał kij do hokeja.

Musiałem iść jeszcze raz do piwnicy po inne łyżwy. Przewalone bo były tylko figurówki. Najgorzej nie, że figurówki tylko, że nie czarne. One to białe nawet nie były tylko takie śmietanowe albo jak majonez. Trudno musiałem brać te co były jak chciałem coś porobić z chłopakami. O 10:30 już byłem na podwórku. Ciężko mi się schodziło po schodach i musiałem się trzymać poręczy do samego dołu. Jak byłem na polu to szybko poszedłem przez śnieg do lodowiska. Trochę źle się szło ale dało rade. O 10:30 było nad pięciu. Ja, Kumfik, Popłoch, Wargul i Synuś. Czekaliśmy na Kornika. Gość się spóźnił jakieś 15 minut. Powiedział, że jak wiązał swoje łyżwy to mu sznurówka się urwała i nie mógł znaleźć innej i przekładał z trampek do ma do szkoły na zmianę. Ogólnie to patrzyliśmy trochę kto jaki ma sprzęt do jeżdżenia. W sumie to było 3 figurówki (różne kolory), jedne panczeny Kornika, jedne do hokeja takie fajne wyższe (to miał Synuś ten co ma bogatego ojca i co mówił o muldach jak robiliśmy teren) i największy zbłaz miał Wargul bo te łyżwy co miała jego siostra były za małe i wyskoczył w takich na dwóch szynach co się zakłada na buta i zapina paskami. Sankołyżwy dla dzieci ! To mieliśmy z tego polew przez 20 minut no ale jakby nie to że były figurówki mojej mamy to też musiałbym wyskoczyć w takich jak on miał.

Problem zrobił się jak chcieliśmy zacząć grać. Były składy po równo ale tylko trzy kije do hokeja. Wiadomo miał Synuś bo on ma wszystko, Kornik miał od brata i Kumfik wziął od Lopeza. Brakowało jeszcze jednego żeby pograć 2 na 2. Wtedy przypomnieliśmy sobie że Popłoch miał rok temu kija. Taka prowizorka bo sam go robił i nie wyglądało to na kij do grania ale dobrze obkleił taśmą i w sumie grało się całkiem miodnie. Szybko poszedł po niego do piwnicy i mogliśmy grać.

Ja byłem w drużynie z Popłochem. Kumfik z Wargulem a Kornik z Synkiem. Pierwszy mecz my na Kornika z Synkiem. Wziąłem kij od Kumfika i poszliśmy na swoją połowę. W sumie oni mieli najlepszy sprzęt z całych drużyn. Dobrze że znalazłem krążek w piwnicy to było czym grać bo zazwyczaj to kamieniem takim płaskim się grało. No i zaczęliśmy. Nie mogłem jeździć bo te ząbki co miałem na łyżwach z przodu były całkiem starte i nie dawałem rady się rozpędzać. Zostałem na obronie a Popłoch był na przodach. Oni mieli dobry sprzęt ale gorszę umiejętności. Synek to jak ktoś na niego jechał to panikował to szybko strzeliliśmy im pierwsza budę. Graliśmy do 2 bramek zmiana połów i wygrany zostaje. Po zmianie połów od razu jak się prawie zaczęło to synek dostał krążka i jechał na mnie bo ja byłem na bramce dalej bo mi łyżwa nic nie kleiła do tafli przez te ząbki. Popłoch jechał za nim i chciał od tylu mu zawinąć krążek ale trochę mu zeszło i się Synuś wyglebił na jego kiju. Zawalił głową o lód i miał rozcięta wargę i mu się ruszały dwa zęby. Nie wybił ale mu się ruszały. Jakby nie amortyzował rękami trochę to by wybił a tak to nie wybił. On jest laluś to poszedł do domu z płaczem i powiedział, że Popłoch pożałuje.

Myśmy grali dalej tylko że weszła druga drużyna. Tak po 10 minutach wypadł na podwórko Synek z ojcem i pokazywał palcem na Popłocha. To Popłoch zaczął uciekać z lodowiska. Przyszedł ojciec Synka i zaczął na nas się drzeć że jego syn mógł mieć wstrząs mózgu i wybić zęby. Pomyślałem, że może jakby mu się mózg wstrząsnął to nie byłby takim lalusiem i kablem i tatysynkiem co płacze jak się wywali. Nic nie powiedziałem na głos bo jego ojciec jest narwany i ogólnie to dziwne że nie gonił popłocha. Powiedzieliśmy tylko że przypadek i niechcąco bo było niechcąco przecież. Stary Synka powiedział, że on się postara żeby więcej takich niechcących nie było. Myśleliśmy, że tak gada i tyle. Poszedł do domu i dla nas był koniec akcji i zaczęliśmy wyśmiewać między sobą Synka ze laluś i mieliśmy iść po Popłocha bo i tak po gierce bo Synek zabrał kija. Za chwile z klatki wyszedł znów ojciec Synka z łopatą i wiaderkiem. Poszedł do piaskownicy odkopał śnieg, nasypał wiadro piasku i zaczął posypywać nim całe lodowisko. Nikt nic z nas nie powiedział ale Szostkowa otworzyła okno i zaczęła wołać czemu ojciec Synka niszczy dzieciom lodowisko. Powiedział, że jego syn ma wstrząs mózgu i wybitego zęba i nie chce żeby komuś się to krzywda stała taka sama albo większa. Okłamał wiadomo ale Szostkowa uwierzyła i powiedziała „tak tak to ja nie wiedziałam, że coś się stało. To dobrze dobrze trzeba dmuchać na zimne”. O i tak żeśmy mieli lodowisko. Polazłem do domu. z Synkiem kosa z bratem kosa ze wygadałem o Twoim Weekendzie i ogólnie cała sobota popsuta bo śnieg się nie kleił nawet nie dało się budować bazy żadnej.

Teraz to już spoko. Właśnie zaczęły się ferie i szkoda tylko, że dziś nie mogę nigdzie wychodzić żeby znowu głowy i zatok nie przemrozić. Nie wiem co będę dzisiaj robił ale znalazłem nintendo na strychu to sobie zagram w Contre. Sie trenuje się jest dobrym, to sie potem gra i się wygrywa się!!

Strzała!!

2 komentarze:

  1. Superowska sprawa ten pomysł z lodowiskiem. Zaraz pojde po chlopaków i spróbujemy też narobić troche lodu. Tylko odwilż łapie i toche snieg topnieje ale dziadzio mówi, żebyśmy poszli sprobowac bo w nocy napewno temperatura spadnie. Opowiadał kiedys jak 24 lutego 1947 zrobili lodowisko z chlopakami u siebie we wsi i dziewczyny z pobliskich wiosek sie zjezdzaly zeby pojezdzic. Dla fajnych dziewczyn wstep byl za free a dla tych z drugiej klasy po 20gr za 15 minut. Mówił, że biznes szedl do przodu dopki nie wpadl brat grubej julki ktora musiala systematycznie placic 20gr + 10gr od wagi bo robila wieksze dziury w tafli. Jej brat sie wkurzyl i oskubal dziadka ze wszyskich pieniedzy ktore dziadek mial odlozone na nowe liże... od wtedy dziadzio nie przepada za lyzwami. Ale mnie wygania zebym robil wiec ide. Supcio post. Czekam na nastepny

    OdpowiedzUsuń
  2. Frycek jakbyście zrobili ślizgawe to jak masz aparat to zrób zdjęcia to porównamy i ocenimy kto lepsze ślizgawy robi. A z Julką to źle pomyśleli. Mogli jej dać tak samo jak dla wszystkich po 20 groszy ale za to że psuła tafle to mogła to odpracować na ochronie terenu. Ona zadowolona bo byłaby na funkcji co daje podziw u ludzi a i dziadzio byłby zadowolony bo biznes działałby bez problemów.

    Hajri hoł!

    OdpowiedzUsuń