Pardon !
To co lubie w wakacjach i innych ciepłych terminach to opcja: basen albo inny zbiornik wody dla ludzkiej ochłody. Czasem to na tych basenach czy innych żwirowniach, stawach, jeziorach, zalewach i takie takie różne rzeczy się dzieją. Raz to lepsze a raz gorsze ale to w zależności od tego jak się temat układa. Teraz to napisze co się działo kiedyś na basenie co poszliśmy w tym roku całą bandą.
Wiadomo jak ciepło jest to się chce wody. Nawet dortmunder (ten wielbłąd co ma jednego pagórka) musi mieć wodę bo innaczej kaplica i gość idzie w piach. A piachu na pustyni nie brakuje więc możnaby takie dortmundery zakopać byle gdzie i byle ile. Ale to nie ważne z punktu odniesienia do całej mojej opowieści co teraz będe szkicował. No to wstaje rano a tam już taka palma, że jak mnie Kumfa wołał i otworzyłem okno i sobie dałem łokcie na parapet zewnętrzny to mnie poparzyło tak się nagrzał. Jak to mówi mój ojciec ale on to mówi o samochodzie "tak się pieron nagrzał, że możnaby na masce jaja sadzić". Jak chce to niech sadzi ale swoje hihi. I Kumfa się drze:
- Sasza idziesz na basen??
- a kto idzie i o której?
- narazie to ja, Wargul, Popłoch, Paszczak, Kornik i Skobel
- Parnik i Zgniły nie idą?
- Parnik pojechał z ojcem na działke maliny i agrest obrywać bo już dojrzałe a Zgniły jest u babci do końca tygodnia.
- a o której idziecie?
- no za chwile bo goście dopiero wstali i śniadanie muszą zjeść i wychodzą.
- to ok to ja też śniadanie i wychodze. Zabrać coś?
- weź maskę i tyle. aha i jeszcze umyj dupe hahahaha
- myta wieczorem ty lepiej swoją se umyj bo tak pędzi że mi paproć gnije. To okno zamknę żeby całkiem nie umarla. To elo do potem.
- no nara cziko.
To szybko dałem po garach, żeby na mnie nie czekali. Śniadanie króla czyli płatki z mlekiem i cukrem. Wargul to ponoć je płatki z ciepłym mlekiem bo mówi, że lubi jak się mu taki beton robi. W sensie, że nasiąkaja te płatki i wpijają mleko i ma taką ciape. Czasem to nawet soli co już jest całkiem zboczone. Dobrze, że z wodą nie je. Po śniadaniu kita do łazienki, spodenki do plecaka, maski nie mogłem znaleźć, ale potem sobie przypomniałem, że Rondlowi pożyczyłem jak jechał na jakiś obóz i do tej pory nie oddał. Tyle byłem gotowy do zejścia. Wziąłem sobie jeszcze parę krówek do bocznej kieszonki i dziubadło. Jak zszedłem na dół to byłem tylko ja, Kumfa i Popłoch. Dobrze, że reszta szybko przyszła i można było atakować basenik. Poszliśmy normalnie jak zawsze z buta. Dwa przystanki podjechaliśmy na gape. Mogliśmy więcej ale Paszczak panikował już od momentu jak wsiadł, że zaraz kanarencja wsiądzie i nas będą spisywać to wysiedliśmy bo gość już miał kleksa w majtach i cały czas jęczał. Jak doszliśmy pod basen to pDałem okrzyk do ucieczki "noga". oliczyliśmy kabonkę kto ile ma i na co wystarczy. Ja miałem tylko 15 zyli i każdy miał do 20 ziko. To tak szybka kalkulacja co się da kupić za 15 czy 20 i powiedziałem:
- ja ide przez siatkę a za 6 zyla to sobie kupie coś w sklepiku
- ja też przez siatkę nie będą na mnie zarabiać - powiedział Kumfa bo on zawsze byle taniej,
- to ja też mogę przez siatkę - rzucił Popłoch
zapytałem Wargula
- idziesz z nami czy cziken??
- mogę iść
- a ty Skobel??
- eeeeee ja normalnie sobie kupie bilet
- Paszczak? jak wchodzisz?
- ja też na legala wjade bo mi się nie chce jeść
To ich wyśmialiśmy że goście panike zasiali i już galareta w majtach. Oni weszli na bilety a my poszliśmy dookoła siatki, żeby obczaić gdzie będzie najlepsze miejsce do przeskoczenia. Trzeba wybierać takie gdzie troche ludzi leży, żeby nie rzucać się bardzo w oczy i gdzie koło siatki rosną jakieś drzewa czy inne krzaki (takie maskowanie delikatne). To znaleźliśmy przy kortach do tenisa. Ja pierwszy przeskoczyłem. Najpierw plecak a potem ja. Najgorzej bo są takie ostre jakby noże czy dzidy na końcu tej siatki i trzeba bardzo delikatnie i ostrożnie bo można sobie coś zrobić. No ale wiadomo jak się ćwiczy to się umie i bez problemu się taką siateczke przechodzi. Popłoch też szybko przeskoczył, Kumfa to jak małpa nawet nikt nie wiedział kiedy i został Wargul. Gość troche chyba był spanikowany bo więcej się oglądał niż wychodził na siatke. To wołamy, żeby ruszył dupe bo im dłużej stoi tym bardziej go mogą obczaić. To szybko wyszedł i jakoś mu się udało. Był po naszej stronie ale problem tego typu, że zostawił plecak po drugiej stronie. Jak to zobaczyliśmy to zaczęliśmy brechtać z gościa. Powiedział, że drugi raz nie ryzykuje i pobiegł szybko do kasy żeby wyjść i powiedział, że wejdzie normalnie. Jak on pobiegł to Kumfa krzyknął do kolesia co przechodził po drugiej stronie czy może przeżucić mu plecak bo koledzy mu kawał zrobili i mu wywalili za siatkę. Gość podszedł przeżucił plecak i po kłopocie. Za minute dobiegł tam Wargul i pyta gdzie plecak. To wtedy Kumfa podniósł go do góry pomachał i zrobił taki dzwięk taaaaaa daaaaaaammmm. Wargul pobiegł znów do kasy żeby wejść ale zapomniał, że kasę miał w plecaku. Zaraz się znów wrócił i prosił żebyśmy mu dali kase bo nie ma jak wejść i znów szydera z gościa. Daliśmy mu kasę i za 3 minuty już był koło nas cały spocony jak szczur ze świecącym czołem. Znów go wyśmialiśmy ale już tak mniej bo nam go szkoda było.
Szybka akcja z przebraniem spodenek pod ręcznikiem i strzałka do wody. Najpierw bawiliśmy się trochę w ściganego, potem nurkowanie na odległość a potem skoki do wody z rozpędu. Tutaj wkroczył ratownik i kazał nam przestać bo skakać można tylko na głębokości 3.30 a nie na 180. Bez sensu bo na 3.30 nas nie chce wpuścić nigdy bo tam starsi tylko mogą więc nie możemy skakać. Mamy gościa zawsze gdzieś i jak idzie to znów skaczemy a potem jak coś to uciekamy. Najlepsze miało jednak nadejść. Znalazłem baterie taką R14. Chyba ktoś słuchał kaseciaka stereo i mu baterie padły to zostawił koło basenu. Wziąłem jedną i wskoczyłem z nią do wody. Zawołałem do Popłocha żeby łapał i tak sobie rzucaliśmy tą bateria trochę. No i znów miałem ja bateryjkę i rzucałem do Kumfy co stał koło drabinek a ja na środku basenu. I tak strzeliłem z nadgarstka piękny rzut. Bateria pociska tuż nad taflą wody w stronę Kumfy i Dałem okrzyk do ucieczki "noga". nagle jakiś pajać wypływa w masce do nurkowania i dostaje bateria prosto w środek maski. Widziałem na własne oczy jak robi mu się pajęczynka między oczami i zaczyna lecieć krew. Gość od razu włączył syrenę alarmową i zaczął wołać TATO, TATO UAAAAAAAAAA. Zobaczyłem jak jakiś owłośiony facet biegnie do basenu. Pomyślałem tylko i jednej rzeczy. Spieprzam stąd. Jak się rozglądnąłem to Kumfa już biegł na koc a Popłocha nie widziałem. Szybko dałem nura i pod wodą dopłynąłem do barierek i jak wyszedłem na brzeg to w ciągu 5 sekund byłem za drzewami na kocu. Gość wyciągnął synka z basenu i gdzieś poszli. Nie wiem dokładnie gdzie bo trochę mieliśmy kleksa w majtach, że nas będą szukać po całym basenie. Pomyśleliśmy, że lepiej będzie się ewakuować w inne miejsce.
Poszliśmy na inny basen bo mamy dwa i do wyboru. Rozbiliśmy obóz i poszliśmy znów do wody. Paszczak chciał trochę przyszpanować i zaczął chodzić na rękach po murku od basenu. Wtedy jakaś powalona panna popchnęła go i Paszczak całą klatą przejechał po murku. Szybko wypłynął i miał całą klate we krwi. Zdarta skóra i cały podrapany. Szybko pobiegliśmy z nim żeby poszukać jakiejś pielęgniarki czy coś. Nikogo nie było ale u babki co stała z lodami jak się zapytaliśmy co zrobić to ona powiedziała, że trzeba to odkazić. No to daliśmy Paszczaka i ona mu polała cała ranę spirytusem salicylowym. Jak to zrobiła to Paszczak wydał najlepszy okrzyk w swoim życiu. Myśle, że słyszeli go wszyscy na basenie otwartym i nawet na krytym co jest obok gdzie kadra skoczków ćwiczy skoki do wody. To było mocne. Tak go piekło że się darł i nie wiedział co zrobić. Podpowiedziałem mu, żeby biegał dookoła budki z lodami to będzie miał wiatr i chłodzenie rany. Pobiegał tak ze 2 minuty i mu przeszło tak jak mówiłem. Paszczak musiał iść do cienia czekać aż mu wszystko zaschnie a my postanowilismy się zemścić na tej głupiej pannie. Popłoch miał pomidory do jedzenia. Dał każdemu po jednym i poszliśmy na polowanie. Wyczailismy tą pannę jak stała sobie koło barierki jakby nic się nie stało. Ale niestety stało się, stało i musiała mieć karę za to że jest głupia. Podeszliśmy na dobrą odległość i pierwszy rzucił Popłoch. Ale nie trafił i pomidor wleciał do wody. Już ktoś chyba nas obczaił bo pokazał na nas palcem. Wtedy i ja i Kumfa wzięlismy zamach i rzuciliśmy. Nie wiem czyj pomidor trafił tą pannę w głowę i rozwalony wpadł do basenu a który trafił w plecy kolesia który stał jakies 3 metry od niej. Wydaje mi się, że ja trafiłem tą pannę ale tak samo wydawało się Kumfie. Ta panna zaczęła krzyczeć ale to akurat dobrze bo powinna krzyczeć ale ten koleś co dostał w plecy nie powinien się odwrócić i zobaczyć kto rzucał. Można byłoby coś udawać ale nie dało się bo Wargul stał koło nas z dwoma pomidorami w ręce. Było wiadomo, że to nasza banda rzucała. Zaczęliśmy uciekać ile pary w przeszczepach. Ja biegłem pierwszy w stronę ręczników. Tam leżał Paszczak. Ja się darłem, żeby zbierał rzeczy i naginamyyyyyyyyyyy. Szybko wziął ręcznik wsadził buty na nogi i kita w stronę kas. My też dobiegliśmy po rzecz zebraliśmy w 2 sekundy, plecaki i ręczniki i ruraaaaaaaaaaaaaaa. Zdarzyliśmy na styk bo koleś musiał ubrać sobie jakieś buty więc mieliśmy małą przewagę nad nim. Jak byliśmy już po drugiej stronie bramy to on dopiero dobiegł ale już nie przechodził na drugą stronę bo jak się wyjdzie to trzeba kupić nowy bilet. Taka zasada na basenie.
Mieliśmy dobrego farta, że nam się udało. Paszczak miał potem zakaz chodzenia z nami gdziekolwiek bo jak powiedziała jego matka "następnym razem zabijesz się przez tych koleżków" i nie chciala słuchać, że go pomściliśmy i że nie nasza wina. Bardziej przewalone miał w sumie Wargul bo z pośpiechu nie zabrał discmana jego brata i zostało to na basenie gdzieś tam gdzie mieliśmy ręczniki rozłożone. Potem musiał mu oddawać kasę ale i tak miał szlaban od swojego ojca na 3 dni wychodzenia z domu. Ja tym razem bez żadnych problemów w domu.
I tyle. Basen to jest to !!!
To co lubie w wakacjach i innych ciepłych terminach to opcja: basen albo inny zbiornik wody dla ludzkiej ochłody. Czasem to na tych basenach czy innych żwirowniach, stawach, jeziorach, zalewach i takie takie różne rzeczy się dzieją. Raz to lepsze a raz gorsze ale to w zależności od tego jak się temat układa. Teraz to napisze co się działo kiedyś na basenie co poszliśmy w tym roku całą bandą.
Wiadomo jak ciepło jest to się chce wody. Nawet dortmunder (ten wielbłąd co ma jednego pagórka) musi mieć wodę bo innaczej kaplica i gość idzie w piach. A piachu na pustyni nie brakuje więc możnaby takie dortmundery zakopać byle gdzie i byle ile. Ale to nie ważne z punktu odniesienia do całej mojej opowieści co teraz będe szkicował. No to wstaje rano a tam już taka palma, że jak mnie Kumfa wołał i otworzyłem okno i sobie dałem łokcie na parapet zewnętrzny to mnie poparzyło tak się nagrzał. Jak to mówi mój ojciec ale on to mówi o samochodzie "tak się pieron nagrzał, że możnaby na masce jaja sadzić". Jak chce to niech sadzi ale swoje hihi. I Kumfa się drze:
- Sasza idziesz na basen??
- a kto idzie i o której?
- narazie to ja, Wargul, Popłoch, Paszczak, Kornik i Skobel
- Parnik i Zgniły nie idą?
- Parnik pojechał z ojcem na działke maliny i agrest obrywać bo już dojrzałe a Zgniły jest u babci do końca tygodnia.
- a o której idziecie?
- no za chwile bo goście dopiero wstali i śniadanie muszą zjeść i wychodzą.
- to ok to ja też śniadanie i wychodze. Zabrać coś?
- weź maskę i tyle. aha i jeszcze umyj dupe hahahaha
- myta wieczorem ty lepiej swoją se umyj bo tak pędzi że mi paproć gnije. To okno zamknę żeby całkiem nie umarla. To elo do potem.
- no nara cziko.
To szybko dałem po garach, żeby na mnie nie czekali. Śniadanie króla czyli płatki z mlekiem i cukrem. Wargul to ponoć je płatki z ciepłym mlekiem bo mówi, że lubi jak się mu taki beton robi. W sensie, że nasiąkaja te płatki i wpijają mleko i ma taką ciape. Czasem to nawet soli co już jest całkiem zboczone. Dobrze, że z wodą nie je. Po śniadaniu kita do łazienki, spodenki do plecaka, maski nie mogłem znaleźć, ale potem sobie przypomniałem, że Rondlowi pożyczyłem jak jechał na jakiś obóz i do tej pory nie oddał. Tyle byłem gotowy do zejścia. Wziąłem sobie jeszcze parę krówek do bocznej kieszonki i dziubadło. Jak zszedłem na dół to byłem tylko ja, Kumfa i Popłoch. Dobrze, że reszta szybko przyszła i można było atakować basenik. Poszliśmy normalnie jak zawsze z buta. Dwa przystanki podjechaliśmy na gape. Mogliśmy więcej ale Paszczak panikował już od momentu jak wsiadł, że zaraz kanarencja wsiądzie i nas będą spisywać to wysiedliśmy bo gość już miał kleksa w majtach i cały czas jęczał. Jak doszliśmy pod basen to pDałem okrzyk do ucieczki "noga". oliczyliśmy kabonkę kto ile ma i na co wystarczy. Ja miałem tylko 15 zyli i każdy miał do 20 ziko. To tak szybka kalkulacja co się da kupić za 15 czy 20 i powiedziałem:
- ja ide przez siatkę a za 6 zyla to sobie kupie coś w sklepiku
- ja też przez siatkę nie będą na mnie zarabiać - powiedział Kumfa bo on zawsze byle taniej,
- to ja też mogę przez siatkę - rzucił Popłoch
zapytałem Wargula
- idziesz z nami czy cziken??
- mogę iść
- a ty Skobel??
- eeeeee ja normalnie sobie kupie bilet
- Paszczak? jak wchodzisz?
- ja też na legala wjade bo mi się nie chce jeść
To ich wyśmialiśmy że goście panike zasiali i już galareta w majtach. Oni weszli na bilety a my poszliśmy dookoła siatki, żeby obczaić gdzie będzie najlepsze miejsce do przeskoczenia. Trzeba wybierać takie gdzie troche ludzi leży, żeby nie rzucać się bardzo w oczy i gdzie koło siatki rosną jakieś drzewa czy inne krzaki (takie maskowanie delikatne). To znaleźliśmy przy kortach do tenisa. Ja pierwszy przeskoczyłem. Najpierw plecak a potem ja. Najgorzej bo są takie ostre jakby noże czy dzidy na końcu tej siatki i trzeba bardzo delikatnie i ostrożnie bo można sobie coś zrobić. No ale wiadomo jak się ćwiczy to się umie i bez problemu się taką siateczke przechodzi. Popłoch też szybko przeskoczył, Kumfa to jak małpa nawet nikt nie wiedział kiedy i został Wargul. Gość troche chyba był spanikowany bo więcej się oglądał niż wychodził na siatke. To wołamy, żeby ruszył dupe bo im dłużej stoi tym bardziej go mogą obczaić. To szybko wyszedł i jakoś mu się udało. Był po naszej stronie ale problem tego typu, że zostawił plecak po drugiej stronie. Jak to zobaczyliśmy to zaczęliśmy brechtać z gościa. Powiedział, że drugi raz nie ryzykuje i pobiegł szybko do kasy żeby wyjść i powiedział, że wejdzie normalnie. Jak on pobiegł to Kumfa krzyknął do kolesia co przechodził po drugiej stronie czy może przeżucić mu plecak bo koledzy mu kawał zrobili i mu wywalili za siatkę. Gość podszedł przeżucił plecak i po kłopocie. Za minute dobiegł tam Wargul i pyta gdzie plecak. To wtedy Kumfa podniósł go do góry pomachał i zrobił taki dzwięk taaaaaa daaaaaaammmm. Wargul pobiegł znów do kasy żeby wejść ale zapomniał, że kasę miał w plecaku. Zaraz się znów wrócił i prosił żebyśmy mu dali kase bo nie ma jak wejść i znów szydera z gościa. Daliśmy mu kasę i za 3 minuty już był koło nas cały spocony jak szczur ze świecącym czołem. Znów go wyśmialiśmy ale już tak mniej bo nam go szkoda było.
Szybka akcja z przebraniem spodenek pod ręcznikiem i strzałka do wody. Najpierw bawiliśmy się trochę w ściganego, potem nurkowanie na odległość a potem skoki do wody z rozpędu. Tutaj wkroczył ratownik i kazał nam przestać bo skakać można tylko na głębokości 3.30 a nie na 180. Bez sensu bo na 3.30 nas nie chce wpuścić nigdy bo tam starsi tylko mogą więc nie możemy skakać. Mamy gościa zawsze gdzieś i jak idzie to znów skaczemy a potem jak coś to uciekamy. Najlepsze miało jednak nadejść. Znalazłem baterie taką R14. Chyba ktoś słuchał kaseciaka stereo i mu baterie padły to zostawił koło basenu. Wziąłem jedną i wskoczyłem z nią do wody. Zawołałem do Popłocha żeby łapał i tak sobie rzucaliśmy tą bateria trochę. No i znów miałem ja bateryjkę i rzucałem do Kumfy co stał koło drabinek a ja na środku basenu. I tak strzeliłem z nadgarstka piękny rzut. Bateria pociska tuż nad taflą wody w stronę Kumfy i Dałem okrzyk do ucieczki "noga". nagle jakiś pajać wypływa w masce do nurkowania i dostaje bateria prosto w środek maski. Widziałem na własne oczy jak robi mu się pajęczynka między oczami i zaczyna lecieć krew. Gość od razu włączył syrenę alarmową i zaczął wołać TATO, TATO UAAAAAAAAAA. Zobaczyłem jak jakiś owłośiony facet biegnie do basenu. Pomyślałem tylko i jednej rzeczy. Spieprzam stąd. Jak się rozglądnąłem to Kumfa już biegł na koc a Popłocha nie widziałem. Szybko dałem nura i pod wodą dopłynąłem do barierek i jak wyszedłem na brzeg to w ciągu 5 sekund byłem za drzewami na kocu. Gość wyciągnął synka z basenu i gdzieś poszli. Nie wiem dokładnie gdzie bo trochę mieliśmy kleksa w majtach, że nas będą szukać po całym basenie. Pomyśleliśmy, że lepiej będzie się ewakuować w inne miejsce.
Poszliśmy na inny basen bo mamy dwa i do wyboru. Rozbiliśmy obóz i poszliśmy znów do wody. Paszczak chciał trochę przyszpanować i zaczął chodzić na rękach po murku od basenu. Wtedy jakaś powalona panna popchnęła go i Paszczak całą klatą przejechał po murku. Szybko wypłynął i miał całą klate we krwi. Zdarta skóra i cały podrapany. Szybko pobiegliśmy z nim żeby poszukać jakiejś pielęgniarki czy coś. Nikogo nie było ale u babki co stała z lodami jak się zapytaliśmy co zrobić to ona powiedziała, że trzeba to odkazić. No to daliśmy Paszczaka i ona mu polała cała ranę spirytusem salicylowym. Jak to zrobiła to Paszczak wydał najlepszy okrzyk w swoim życiu. Myśle, że słyszeli go wszyscy na basenie otwartym i nawet na krytym co jest obok gdzie kadra skoczków ćwiczy skoki do wody. To było mocne. Tak go piekło że się darł i nie wiedział co zrobić. Podpowiedziałem mu, żeby biegał dookoła budki z lodami to będzie miał wiatr i chłodzenie rany. Pobiegał tak ze 2 minuty i mu przeszło tak jak mówiłem. Paszczak musiał iść do cienia czekać aż mu wszystko zaschnie a my postanowilismy się zemścić na tej głupiej pannie. Popłoch miał pomidory do jedzenia. Dał każdemu po jednym i poszliśmy na polowanie. Wyczailismy tą pannę jak stała sobie koło barierki jakby nic się nie stało. Ale niestety stało się, stało i musiała mieć karę za to że jest głupia. Podeszliśmy na dobrą odległość i pierwszy rzucił Popłoch. Ale nie trafił i pomidor wleciał do wody. Już ktoś chyba nas obczaił bo pokazał na nas palcem. Wtedy i ja i Kumfa wzięlismy zamach i rzuciliśmy. Nie wiem czyj pomidor trafił tą pannę w głowę i rozwalony wpadł do basenu a który trafił w plecy kolesia który stał jakies 3 metry od niej. Wydaje mi się, że ja trafiłem tą pannę ale tak samo wydawało się Kumfie. Ta panna zaczęła krzyczeć ale to akurat dobrze bo powinna krzyczeć ale ten koleś co dostał w plecy nie powinien się odwrócić i zobaczyć kto rzucał. Można byłoby coś udawać ale nie dało się bo Wargul stał koło nas z dwoma pomidorami w ręce. Było wiadomo, że to nasza banda rzucała. Zaczęliśmy uciekać ile pary w przeszczepach. Ja biegłem pierwszy w stronę ręczników. Tam leżał Paszczak. Ja się darłem, żeby zbierał rzeczy i naginamyyyyyyyyyyy. Szybko wziął ręcznik wsadził buty na nogi i kita w stronę kas. My też dobiegliśmy po rzecz zebraliśmy w 2 sekundy, plecaki i ręczniki i ruraaaaaaaaaaaaaaa. Zdarzyliśmy na styk bo koleś musiał ubrać sobie jakieś buty więc mieliśmy małą przewagę nad nim. Jak byliśmy już po drugiej stronie bramy to on dopiero dobiegł ale już nie przechodził na drugą stronę bo jak się wyjdzie to trzeba kupić nowy bilet. Taka zasada na basenie.
Mieliśmy dobrego farta, że nam się udało. Paszczak miał potem zakaz chodzenia z nami gdziekolwiek bo jak powiedziała jego matka "następnym razem zabijesz się przez tych koleżków" i nie chciala słuchać, że go pomściliśmy i że nie nasza wina. Bardziej przewalone miał w sumie Wargul bo z pośpiechu nie zabrał discmana jego brata i zostało to na basenie gdzieś tam gdzie mieliśmy ręczniki rozłożone. Potem musiał mu oddawać kasę ale i tak miał szlaban od swojego ojca na 3 dni wychodzenia z domu. Ja tym razem bez żadnych problemów w domu.
I tyle. Basen to jest to !!!
raczej mistrz. pajeczynka na szybce rules,ahhaha
OdpowiedzUsuń