Hajf Fajf !!
Ale mi się przypomniała heca co ją z Kumfikiem zrobiliśmy gdzieś w lutym tego roku bieżącego, Anno Domino !!
No to było tak i już piszę.
Siedziałem sobie w domu na wyluzowaniu wieczornym w swoim pokoju. Akurat było fajnie bo piątek wieczorem to można mieć wykładkę na wszystko i nic nie trzeba robić. To jak nie trzeba robić to sam od siebie zajęć szukał nie będę. Wiedziałem, że od rana to i tak mnie ojciec zagoni do czegoś dziwnego więc sobie siedziałem i grałem w grę co była moja ulubiona wtedy i nazywa się Earth Defendor. Zbadaj ten temat. http://www.gry.pl/gra/Earth-Defender.html
No nie ważne. I tak nagle dzwoni domofon. Odebrała moja mama i mnie woła że to do mnie jakiś kolega. Szybko poszedłem biorę słuchawkę i mówię.
- słuchawa tu bajer zabawa.
- Piona Sasza tu Kumfik. Wychodź szybko na pole bo jest konkretna akcja.
- No ale o co chodzi bo mi się trochę nie chce ubierać i wyłazić teraz z domu
- Stary no Ci mówię, że nie pożałujesz i będziesz mi dziękował, że przyszedłem po Ciebie a nie po kogoś innego.
- No dobra to zejdę za chwilę ale jak nie będzie spoko to wisisz mi pakiete dziubadła ok?
- Gościu wyłaź.
- Ale dziubadło będzie jak okaże się ze lipa?
- Będzie, wychodź szybko bo czas pali.
No i szybko się ubrałem i wyszedłem przed klatkę a tam stał Kumfa ubrany cały na czarno jak jakiś komando foki. Było już wszędzie mega ciemno, bo to koło 19:30 już jakoś było czy 20:00 nie wiem dokładnie ale na pewno było po 19:30 bo mój ojciec zawsze idzie zajarać na balkon po tych wiadomościach w TVN a jak siedziałem w pokoju i dzwonił Kumfik to ojciec jarał na balkonie. Stąd wiem która była godzina mniej więcej.
No i pytam się Kumfy o co chodzi a on mówi:
- chodź musisz sam zobaczyć.
- Ok to pokaż.
- Za mną!
Zaprowadził mnie za blok, zatrzymał się przy balkonach i mówi:
- Tutaj!!
- no ok fajnie, że tutaj ale o co chodzi.
- No patrz się kurde
- no gosciu patrze się ale widzę balkony i śnieg.
- Ja pierdziele !!!
i wtedy palcem pokazał mi na balkon pierwszy z brzegu na parterze. Tam mieszkał taki nasz kolega, tzn nie kolega bo nie za bardzo się z nim kolegowaliśmy a raczej to wcale się z nim nie kolegowaliśmy. On to taki maminsynek i do tego grał na skrzypcach. My w piłkę czy coś a on z futerałem na lekcje skrzypków. A jego ojciec jak się bawiliśmy w chowanego w piwnicy u Kumfy (bo oni są sąsiadami drzwi w drzwi) to zawsze przychodził i nas wyrzucał albo zamykał nam drzwi wejściowe na klucz i nie było czasem jak wyjść. No i on mi pokazał ten balkon ale ja dalej nie wiedziałem o co za bardzo chodzi i mówiłem mu że dalej nie widzę tego co mi chce pokazać. W końcu powiedział, żebym podszedł bliżej bo stąd to może faktycznie nic nie widać. Podszedłem przyglądam się i zobaczyłem o co biega. W śniegu na balkonie stała tortownica (no takie coś okrągłe co tam się torty wkłada jak się robi i potem takie zatrzaski są z boku i się rozszerza i można wyciągnąć torta). Ja się odwróciłem do Kumfy i zapytałem:
- Tortownica???
- TAK TORCIK KURWA, TORCIK!!!
Prawie się zadarł zacierając ręce z głupim uśmieszkiem na gębie.
- skąd go wyczaiłeś?
- Poszedłem na balkon bo mi mama kazała przynieść warzywa co się studziły po ugotowaniu do zrobienia sałatki warzywnej. Jak brałem garnek to widziałem, że u Skrzypka jakaś impreza i mi się przypomniało, że ma dziś urodziny osiemnastkę. I wtedy w oko wpadło mi to metalowe coś w śniegu u nich na balkonie. Zacząłem obczajać i zajarzyłem, że to na 100% tort urodzinowy.
- Widział Cię ktoś?
- Nie no nikt mnie nie widział i nikomu nie mówiłem nić. Szybko wyszedłem na pole i pobiegłem po Ciebie bo masz długie ręce to będzie Ci łatwiej ściągnąć torcik z balkonu.
- Aha ok no to co działamy nie?
- No jakbyśmy nie działali to bym Cie tutaj nie ściągał przecież.
No i zaczęliśmy działać. Ja szybko wyszedłem na balkon tzn tak, nie że byłem na balkonie ale tak za barierką stałem. Schyliłem się na maksa i zabrałem tą tortownice. Szybko dałem ją Kumfie, zeskoczyłem i pobiegliśmy za budynek taki co nas jest na podwórku, tam co rzeczka taka mała płynie i gdzie po rurach się chodzi. Jak dobiegliśmy to najpierw obczajaliśmy czy nikt nas nie widział. Ale nic nie było widać, żeby ktoś się kapnął czy coś takiego. U Skrzypka było głośno bo imprezka była, jakaś muzyczka i tam ogólnie jak impreza u ludzi drutów. Zdarliśmy to złotko takie srebrne co była przykryta tortownica i okazało się, że to torcik taki z galaretką na górze i taki warstwowy z owocami a na dole biszkopt. Taki co mega lubie i Kumfa też mega lubi ale on to raczej wszystko mega lubi co można zjeść i na dodatek słodkie a jak za darmo to już w ogóle. Nie mieliśmy łyżek ani nić innego to zaczęliśmy jeść rękami. Ja miałem pół i Kumfa drugie pół torta. W sumie nie zeszło nam jakoś długo z obronieniem tej foremki. Tak po 10 minutach było już po wszystkim. Ja się zapytałem.
- ok ja mam dość jedzenia bo najadłem się jak prosię. Co robimy z tortownicą? Oddajemy Skrzypkom?
- Powaliło Cię? Chcesz żeby nas ktoś złapał jak będziemy oddawać? Nie ma co ryzykować.
- To co z tym zrobimy?
- Dawaj ja się tym zajmę!!
Wziął ode mnie tortownice, podrzucił ją i wykopał do rzeczki. Popatrzył na mnie z uśmiechem takim trochę jak szelma i powiedział:
- tak to się kurwa Sasza robi na dzikim zachodzie. Wykop z zatarciem śladów!!
Od tego jedzenia rękami mieliśmy całe tłuste ręce i śliskie takie. Zeszliśmy trochę umyć do rzeczki ale woda zimna to nic nie dało dalej były śliskie, Próbowaliśmy śniegiem ale też nic nie dawało. W końcu olaliśmy mycie rąk i zdecydowaliśmy się iść do domu. Jak wracaliśmy to Kumfa powiedział:
- Wiesz co jest w tym wszystkim najlepsze?
- Nie wiem.
- Wyobraź sobie tak. Godzina 21:00 Skrzypek troszkę przyciemnia światło, przycisza lekko muzyczkę i mówi. „moi drodzy a teraz mała niespodzianka”. Wychodzi na balkon po torcik, żeby zrobić tą niespodziankę, patrzy a tam zamiast torciku dziura w śniegu. Torciku nie ma bo jest u nas w brzuchu. Ale za to jaka kurwa niespodzianka hahahaha.
- No dobre dobre haha. Ale powiedz mi czemu się tak cały na czarno ubrałeś?
- No jak to po co, przecież jest noc i akcja to żeby być niewidocznym. Proste.
- Niby tak ale wszędzie jest śnieg to chyba bardziej Cie widać jak masz czarne ciuchy.
- Weź się zatkaj, ide do domu.
- No ok nara.
- No na razie
I w sumie tyle. Wróciłem do domu nie zjadłem kolacji i dostałem za to opierdziel od ojca. Wiadomo, że kitowałem, że mnie brzuch boli i nie mogę nic jeść. Nie powiem przecież prawdy ze ukradłem tort i zjadłem go rękami a tortownice wykopaliśmy do rzeczki, żeby zatrzeć ślady. Teraz to mi się wydaje, że to było chamskie tak ukraść tort gościowi i jeszcze wywalić opakowanie. Pewnie bym tak nie zrobił więcej. Ale wtedy to jakoś nie myślałem o tym tylko już zastanawiałem się jaki torcik i czy dobry będzie.
Ok ide do sklepu.
Siemanejro
Ale mi się przypomniała heca co ją z Kumfikiem zrobiliśmy gdzieś w lutym tego roku bieżącego, Anno Domino !!
No to było tak i już piszę.
Siedziałem sobie w domu na wyluzowaniu wieczornym w swoim pokoju. Akurat było fajnie bo piątek wieczorem to można mieć wykładkę na wszystko i nic nie trzeba robić. To jak nie trzeba robić to sam od siebie zajęć szukał nie będę. Wiedziałem, że od rana to i tak mnie ojciec zagoni do czegoś dziwnego więc sobie siedziałem i grałem w grę co była moja ulubiona wtedy i nazywa się Earth Defendor. Zbadaj ten temat. http://www.gry.pl/gra/Earth-Defender.html
No nie ważne. I tak nagle dzwoni domofon. Odebrała moja mama i mnie woła że to do mnie jakiś kolega. Szybko poszedłem biorę słuchawkę i mówię.
- słuchawa tu bajer zabawa.
- Piona Sasza tu Kumfik. Wychodź szybko na pole bo jest konkretna akcja.
- No ale o co chodzi bo mi się trochę nie chce ubierać i wyłazić teraz z domu
- Stary no Ci mówię, że nie pożałujesz i będziesz mi dziękował, że przyszedłem po Ciebie a nie po kogoś innego.
- No dobra to zejdę za chwilę ale jak nie będzie spoko to wisisz mi pakiete dziubadła ok?
- Gościu wyłaź.
- Ale dziubadło będzie jak okaże się ze lipa?
- Będzie, wychodź szybko bo czas pali.
No i szybko się ubrałem i wyszedłem przed klatkę a tam stał Kumfa ubrany cały na czarno jak jakiś komando foki. Było już wszędzie mega ciemno, bo to koło 19:30 już jakoś było czy 20:00 nie wiem dokładnie ale na pewno było po 19:30 bo mój ojciec zawsze idzie zajarać na balkon po tych wiadomościach w TVN a jak siedziałem w pokoju i dzwonił Kumfik to ojciec jarał na balkonie. Stąd wiem która była godzina mniej więcej.
No i pytam się Kumfy o co chodzi a on mówi:
- chodź musisz sam zobaczyć.
- Ok to pokaż.
- Za mną!
Zaprowadził mnie za blok, zatrzymał się przy balkonach i mówi:
- Tutaj!!
- no ok fajnie, że tutaj ale o co chodzi.
- No patrz się kurde
- no gosciu patrze się ale widzę balkony i śnieg.
- Ja pierdziele !!!
i wtedy palcem pokazał mi na balkon pierwszy z brzegu na parterze. Tam mieszkał taki nasz kolega, tzn nie kolega bo nie za bardzo się z nim kolegowaliśmy a raczej to wcale się z nim nie kolegowaliśmy. On to taki maminsynek i do tego grał na skrzypcach. My w piłkę czy coś a on z futerałem na lekcje skrzypków. A jego ojciec jak się bawiliśmy w chowanego w piwnicy u Kumfy (bo oni są sąsiadami drzwi w drzwi) to zawsze przychodził i nas wyrzucał albo zamykał nam drzwi wejściowe na klucz i nie było czasem jak wyjść. No i on mi pokazał ten balkon ale ja dalej nie wiedziałem o co za bardzo chodzi i mówiłem mu że dalej nie widzę tego co mi chce pokazać. W końcu powiedział, żebym podszedł bliżej bo stąd to może faktycznie nic nie widać. Podszedłem przyglądam się i zobaczyłem o co biega. W śniegu na balkonie stała tortownica (no takie coś okrągłe co tam się torty wkłada jak się robi i potem takie zatrzaski są z boku i się rozszerza i można wyciągnąć torta). Ja się odwróciłem do Kumfy i zapytałem:
- Tortownica???
- TAK TORCIK KURWA, TORCIK!!!
Prawie się zadarł zacierając ręce z głupim uśmieszkiem na gębie.
- skąd go wyczaiłeś?
- Poszedłem na balkon bo mi mama kazała przynieść warzywa co się studziły po ugotowaniu do zrobienia sałatki warzywnej. Jak brałem garnek to widziałem, że u Skrzypka jakaś impreza i mi się przypomniało, że ma dziś urodziny osiemnastkę. I wtedy w oko wpadło mi to metalowe coś w śniegu u nich na balkonie. Zacząłem obczajać i zajarzyłem, że to na 100% tort urodzinowy.
- Widział Cię ktoś?
- Nie no nikt mnie nie widział i nikomu nie mówiłem nić. Szybko wyszedłem na pole i pobiegłem po Ciebie bo masz długie ręce to będzie Ci łatwiej ściągnąć torcik z balkonu.
- Aha ok no to co działamy nie?
- No jakbyśmy nie działali to bym Cie tutaj nie ściągał przecież.
No i zaczęliśmy działać. Ja szybko wyszedłem na balkon tzn tak, nie że byłem na balkonie ale tak za barierką stałem. Schyliłem się na maksa i zabrałem tą tortownice. Szybko dałem ją Kumfie, zeskoczyłem i pobiegliśmy za budynek taki co nas jest na podwórku, tam co rzeczka taka mała płynie i gdzie po rurach się chodzi. Jak dobiegliśmy to najpierw obczajaliśmy czy nikt nas nie widział. Ale nic nie było widać, żeby ktoś się kapnął czy coś takiego. U Skrzypka było głośno bo imprezka była, jakaś muzyczka i tam ogólnie jak impreza u ludzi drutów. Zdarliśmy to złotko takie srebrne co była przykryta tortownica i okazało się, że to torcik taki z galaretką na górze i taki warstwowy z owocami a na dole biszkopt. Taki co mega lubie i Kumfa też mega lubi ale on to raczej wszystko mega lubi co można zjeść i na dodatek słodkie a jak za darmo to już w ogóle. Nie mieliśmy łyżek ani nić innego to zaczęliśmy jeść rękami. Ja miałem pół i Kumfa drugie pół torta. W sumie nie zeszło nam jakoś długo z obronieniem tej foremki. Tak po 10 minutach było już po wszystkim. Ja się zapytałem.
- ok ja mam dość jedzenia bo najadłem się jak prosię. Co robimy z tortownicą? Oddajemy Skrzypkom?
- Powaliło Cię? Chcesz żeby nas ktoś złapał jak będziemy oddawać? Nie ma co ryzykować.
- To co z tym zrobimy?
- Dawaj ja się tym zajmę!!
Wziął ode mnie tortownice, podrzucił ją i wykopał do rzeczki. Popatrzył na mnie z uśmiechem takim trochę jak szelma i powiedział:
- tak to się kurwa Sasza robi na dzikim zachodzie. Wykop z zatarciem śladów!!
Od tego jedzenia rękami mieliśmy całe tłuste ręce i śliskie takie. Zeszliśmy trochę umyć do rzeczki ale woda zimna to nic nie dało dalej były śliskie, Próbowaliśmy śniegiem ale też nic nie dawało. W końcu olaliśmy mycie rąk i zdecydowaliśmy się iść do domu. Jak wracaliśmy to Kumfa powiedział:
- Wiesz co jest w tym wszystkim najlepsze?
- Nie wiem.
- Wyobraź sobie tak. Godzina 21:00 Skrzypek troszkę przyciemnia światło, przycisza lekko muzyczkę i mówi. „moi drodzy a teraz mała niespodzianka”. Wychodzi na balkon po torcik, żeby zrobić tą niespodziankę, patrzy a tam zamiast torciku dziura w śniegu. Torciku nie ma bo jest u nas w brzuchu. Ale za to jaka kurwa niespodzianka hahahaha.
- No dobre dobre haha. Ale powiedz mi czemu się tak cały na czarno ubrałeś?
- No jak to po co, przecież jest noc i akcja to żeby być niewidocznym. Proste.
- Niby tak ale wszędzie jest śnieg to chyba bardziej Cie widać jak masz czarne ciuchy.
- Weź się zatkaj, ide do domu.
- No ok nara.
- No na razie
I w sumie tyle. Wróciłem do domu nie zjadłem kolacji i dostałem za to opierdziel od ojca. Wiadomo, że kitowałem, że mnie brzuch boli i nie mogę nic jeść. Nie powiem przecież prawdy ze ukradłem tort i zjadłem go rękami a tortownice wykopaliśmy do rzeczki, żeby zatrzeć ślady. Teraz to mi się wydaje, że to było chamskie tak ukraść tort gościowi i jeszcze wywalić opakowanie. Pewnie bym tak nie zrobił więcej. Ale wtedy to jakoś nie myślałem o tym tylko już zastanawiałem się jaki torcik i czy dobry będzie.
Ok ide do sklepu.
Siemanejro
sasza wrócił :) dobra historia !!
OdpowiedzUsuń