20 mar 2010

Pościg

Sajonara!!

Kiedyś jak siedzieliśmy sobie na ławce i dziubaliśmy ziarno to koło środkowej klatki też siedzieli dwaj ludzie (babka i gość) ale nie dziubali ziarna. Ogólnie to nas było pięciu ja, Koza, Zebur, Lopez i Popłoch. A tam na ławce siedziała jakaś parka sobie czyli, że tamtych było tylko dwa. Nagle do okna na czwartym piętrze wyszedł ojciec Zgniłego i coś gadał z babką która siedziała sobie z tym kolesiem na ławce. Nie wiedzieliśmy co gadali bo mało nas to interesowało. Mieliśmy inne rzeczy do obgadania. Chcieliśmy skakać na odległość z huśtawki ale nam barierki trochę przeszkadzały i myśleliśmy jak skasować problem ale tak żeby bryndzy później nie było. Nagle słyszymy jak ktoś wzywa pomocy. Babkowy głos wołał tak "RATUNKU, ZABIJA MNIE, MORDUJE, LUDZIE RATUNKU!!". No w sensie że to było głośne wołanie na ratunek. To Zebur i Lopez bo oni najstarsi szybko wstali i pobiegli na ratunek. My patrzyliśmy bo nie było wiadomo co robić. Okazało się że mordował ten facet co siedział z tą babką na ławce co ona gadała ojcem Zgniłego. Jak już Zebur i Lopez byli koło tamtej ławki to było tak. Babka leżała na ziemi a gość tak nad nią klęczał i jakby ją dusił trochę. Ona krzyczała i takie tam sprawy różne robiła żeby się uwolnić. Zebur podszedł i poklepał tego faceta i zapytał "Przepraszam Pana co Pan robi tej Pani?". Gość się odwrócił i krzyknął "Wypierdalać gówniarze bo się za Was wezmę". No to Zebur i Lopez odeszli. Chyba nie chcieli żeby się ktoś za nich brał.

Nagle otworzyły się drzwi od klatki co mieszka w niej Zgniły. Wybiegł jego ojciec, Franek. Tzn to nie był taki prawdziwy bieg. Jego stary jest kucharzem w jednostce wojskowej i chyba lubi troche łakocie jakieś podjadać bo co jak co ale masy robić nie musi. Masa istnieje ale zrobienie z tego rzeźby to chyba już niemożliwe tak mi się wydaje, choć ja się na tym nie znam. Ale mój ojciec mówi, że jego to łatwiej przeskoczyć niż obiec. Więc to nie było bieganie i na dodatek był w klapkach. Ten napastownik jak zobaczył nacierającego na niego starego Zgniłego to szybko się zerwał i zaczął uciekać. Jak Zgniły senior mijał tą swoją znajomą to krzyknął do niej "Marysia on jest mój" i zapitalał dalej. My tylko się gapiliśmy bo to wiadomo jakaś atrakcja i lepiej się je ziarno jak coś się dzieje niż tak na sucho. No i tak było, że jak Franek "przebiegał koło piaskownicy to stanął sobie klapkiem na klapek i wyglebił. Jak wyglebił to tak trochę lądował jak kamień co się nim robi kaczki na wodzie. My się na to gapiliśmy i to było śmieszne jak się wywalił ale nie śmieszne ze bandyta uciekał i go nikt nie gonił. Nagle z nikąd pojawił się jak jakiś superbohater ojciec Skobla. On też w wojsku robi ale chyba nie robi w kuchni bo wygląda innaczej niż Franek. My mówimy że jest snajperem ale nie wiemy i nawet Skobel nie wie. Dla nas to snajper.

Snajper przeskoczył Franka i krzyknął "Dojde go dojde". Jak biegł to jego żona wołała z okna "Łap go Jurek, łap go". Ale jak zniknał za blokiem i ona go nie widziała to zaczęła tak wołać na cały głos "Jezu Jurek, jezu". Ona panike siała zawsze to teraz też musiała. Jak Skobel czasem sie przewrócił na rowerze to wybiegała z domu z wodą utleniona i takim fioletowym i mu naprawiała to co się tam mu porysowało na kolanach czy łokciach. To ona krzyczała a pościg trwał. Snajper dogonił tego gościa i mu założył haka w sensie, że zrobił mu podcinkę i gość się wykasował na asfalcie koło śmietników. To Jurek go przewrócił na plecy i walnął go w mordę. I wyciągnął z kieszeni gaz łzawiący i mu zapsikał w twarz. Wtedy dokuśtykał do niego Franek i zaczął wołać "Jurek uważaj on ma gaz" a Snajper odwrócił się podniósł rękę z gazem i powiedział "Franek spokojnie to ja mam gaz". Potem to już było z górki. Snajper robił przemianki to znaczy raz psikał gazem i walił gościa z pięści dwa razy w gębe. Potem znów gaz i znów w gębe. Tak chyba cztery rundy i potem mu wykręcił ręke i Franek zadzwonił po Policję. Zabrali tego faceta i było po akcji. Na koniec jeszcze Snajper i Franek przybili sobie piątke, że taka udana akcja im wyszła ale Franek to chyba trochę popłynął bo jedyne co zrobił to się przewrócił (ale wyglądał jak zawodowieć w przewracaniu)

Dla nas to było super bo coś się działo. Potem śmialiśmy że Franek jak się wyłożył koło piaskownicy to potem przez tydzień musiał kamyczki z brzucha wyciągać. Zgniły się wkurzał jak pytaliśmy się czy jego ojciec będzie grał w następnym odcinku W-11 ale potem mu już przeszło i sam się smiał.

O i tyle.
Siema

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz