14 mar 2010

Droga Krzyżowa

W piątek ojciec wywalił mnie z domu na drogę krzyżową. Jak się idzie do kościoła tzn do naszego bo nie do każdego taka sama trasa to są takie górki usypane koparką bo robią jakieś nowe osiedle domów niedaleko. To ja szedłem na drogę krzyżową z Parnikiem i Skoblem. Jak już przechodziliśmy obok tych górek usypanych to powiedziałem że możemy się trochę pościgać tzn tak niby, że zawody z pierwszej górki start i koniec na ostatniej. Takie zawody, że można się trochę łokciami przepychać jak na żużlu. Taki żużel tylko, że na nogach i nie że prosto i w lewo cały czas tylko no inna trasa.

Stanęliśmy we trzech i start. Ja najpierw byłem drugi bo zamuliłem na starcie. Pierwszy był Parnik bo on odliczał i mówił start. Więć startował z boksów i wiedział kiedy ruszyć żeby nie było falstartu i żeby mieć dobre wyjście spod lin. Ale już na drugiej górce go wyminąłem bo on wolny jest i mu troche protektory nie trzymały się toru bo miał buty nie terenowe. Jak go wziąłem to się odwróciłem i krzyknąłem "Nie macie ze mna szans bo jestem dobry po terenach". I jak to powiedziałem to wtedy się zaboksowałem i wyglebiłem.

Zrobiłem amora rękami tzn że sobie łokcie ugiąłem i nie zawaliłem pyszczydłem o błoto ale całe ręce i co najgorsze to spodnie miałem w błocie. Ręce to pikuś bo trochę umyłem w kałuży zanim doszliśmy do kościoła bo już przestaliśmy rajdować po mojej glebie. No i trochę miałem błota w buzi bo mi prysło lekko i mi zgrzytało przez cały czas między zębami. Najgorzej ze spodniami. Nowe spodnie kurde i wiedziałem że będzie w domu wietkong jak tylko wrócę po kościele.

Przez cała drogę krzyżową zdzierałem błoto z kolan paznokciami ale nic nie dało bo to były jasne dżiny a nie takie ciemne. Kurde najgorzej też że ojciec mówił żebym wziął inne bo jest chlapa i będę miał całe ociapane na nogawkach i że będzie brudno w kościele i jak się klęknie to się zrobi bangladesz na kolanach. Ale się uparłem że chcę nowe bo mi Skobel nie wierzył że mam levisy orginały.

Jak wracałem do domu to cały czas myślałem co powiedzieć żeby było mniej przewalone. Wiedziałem że będzie ciepło ale chciałem żeby trochę mniej było. Nic nie wymyśliłem całą drogę. Jak wszedłem na chate i ojciec mnie zobaczył to zaczął się na mnie drzec i wołać, że mnie wydzierżawi z rodziny bo "na litość boską nawet do kościoła i z powrotem nie można puścic samego". Jak powiedział, że zaraz mi natrze uszy to mi się szybko wymyśliło co powiedzieć i zacząłem gadać, że szedłem i jacyś goście się ścigali z kościoła i mnie popchali i wyglebowałem na błoto. Mama mi uwierzyła, ale ojciec wziął spodnie popatrzył i powiedział że kłamie bo widać ze tarłem bloto i że jest już prawie suche. On to mi nie chciał uwierzyć i nawet jakby tak było ale nie było to by nie uwierzył. Jeszcze bardziej się wtedy wkurzył, że go kłamie i powiedział, że mam sobie spodnie sam wyprać bo nikt nie będzie za mnie tego robił. Jak jestem głupi i nie umiem szanować jego pracy i pieniędzy to albo sobie wypiorę albo będę chodził w brudnych.

Prałem szczoteczką w wannie i prawie zeszło, że nie było widać. Miałem szlaban na wyjście z domu cały weekend i na komputer. Ale szybko mi zleciało bo i tak musiałem sprzątać pokój a miałem taki syf że ledwo dało się przejść to mi cała sobota zleciała. Najgorzej tylko, że musiałem iść z nimi do kościoła w niedziele bo powiedział że samego mnie nie puści i szedłem na 11:30 i stałem na samym przodzie kościoła.

Już nie nie ścigam w oficjalnych ciuchach od tamtej pory. Zawsze treningowe ubieram.

Hajri hoł

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz