28 lis 2010

Domek !

Kiedyś to pojechaliśmy na ognisko do Synka do domku co jego rodzice maja taki wypoczynkowy. Nie ma szałowni taki zwykły domek co sobie emeryci robią na działkach czy coś takiego. No w sensie, że jest woda i prąd a gaz to taki z butli co wygląda jak do nurkowania idzie do takiej małej kuchenki co ma tylko dwa palniki. Jak sie gotuje w dużym garnku to sie jedzie na dwa żeby szybciej się zabulgotało.

Taki pierwszy wakacyjny wyjazd to był. Stary Wargula zabrał nas samochodem w sensie że Zgiłego, Wargula Parnika i Poplocha. Drugie auto przyjechało ojca Synka i tam był Synek, Kornik, Skobel i Andrut. Najlepsza pikieta dojechała na deserek autobusem. Niby było losowanie kto ma jechac autobusem a kto samochodami ale w sumie to sie ciesze ze nie musialem jechac z ojcem Syry. Gość nie potrafi zbytnio jeździć a myśli że troche ogarnia kierowanie czterema kółkami. Gość nawet po mieście jeździ sobie z nawigacją i cały czas sie gapi w ten ekranik. Troche się wkurza jak sie otwiera okna z tylu bo mu szumi a z przodu nie wolno bo go przewieje. Załozył sobie takie kulki na siedzenie z drewienka i mówi ze go to odpręża. Jak zaczyna jazde to wychodzi z auta i sprawdza czy ma wszystkie swiatła dobre i wciska kciukiem opony bo niby potrafi tak obczaic czy ma dobre cisnienie w laczkach. Ogolnie jest ciezki bo smiac sie nie wolno bo słucha radia, gadac nie wolno głośno bo też słucha radia. Trzeba wycierac buty przed wejściem bo dał sobie nowe chodniczki takie materiałowe. Nie kręcić ogrzewaniem bo gorąco/zimno/szyby parują. Nie da rady z gościem.

Wypadło na to że tym autobusem pojechałem ja, Kumfik, Syra, Zgniły i Rondel. Rondla nie chciała mama puścić bo wyczuła od niego papierosy dwa dni wcześniej i dała mu bana na wyjścia z domu jakieś. W końcu udało mu się ubłagać bo powiedział, że będą rodzice Synka na grilowaniu ze znajomymi obok. Wiadomo, kłamał jak z nut ale chciał jechac to klamstwo w dobrej mierze sie nie liczy. W autobusie od razu bardacha. Kumfa przejechał dopiero 10 km i już chciało mu sie sikać. Kierowca parowozu nie staje bo to przyspieszony kurs to ma 2 przystanki na calej trasie. Kazaliśmy mu wytrzymać a on że nie da rady i wyciagnął butelke z lipton tee. Powiedzial ze on bedzie sikał do butelki ale najpierw musi sobie wypic bo ma pelna. Powiedzialem mu zeby dal to my wypijemy bo jak wypije to mu sie zaraz znow bedzie chcialo siurac. Gość powiedział, że ma pragnienie i go suszy i nie da pić nikomu innemu. Olewka nikomu sie pic nie chcialo tylko chcielismy mu pomoc. Nie to nie przecież nie bedziemy rzucać różami przed prosiaka. Odkręcił wypił do dna i zaczał siurać do butelki i wygodnie mu było bo ta butla ma wieksze wejście niż np po tymbarku czy cos. Normalnie troche siara wyszła bo kierowca przychamował i mu mały wypadl ze środka i troche mu poszlo na spodnie ale jego broszka. Rondel szybko się przesiadł na inne miejsce i Kumfa został sam na siedzeniu. Gość jeszcze powiedział "zajebiscie teraz się moge wygodnie wyciągnąć" i miał wszystko gdzieś. Mineło pewnie pół godziny a gość zaczyna się już z nami kolegować od nowa i zagadywać.

- Ej macie jakąś pustą butelkę?
- Nie mamy bo zakupy pojechały z chłopakami samochodami
- Kurde znów mi się chce lać
- To sobie wypij sam tą nową herbatke co sobie dolałes i się wylej do butelki.
- Ale śmieszne, weź poratuj.
- No co mam ci zrobić nadstawić ręce czy chcesz mi nasikać do termosu z herbatą?
- Mogę do termosu!
- Turlaj się młocie!!!

Gość się pokręcił trochę i nagle patrzymy a gość wstaje otwiera to boczne okienko wyciąga butelke ze szczochami odkręca i wylewa siury przez okno. Ja pierdziele ale złoooooooo. Gość na luzie wylał co miał wylać usiadł sobie znów na fotelu i wylał się po raz drugi do tej samej butelki. Takie rzeczy to tylko ten gość robi bo każdy inny normalny to by się ze wstydu spalił. A on wylał się i na cały głos w autobusie NOOOOOOO TO TO JA ROZUMIEM. OD RAZU LEPIEJ. I dodał to swoje głupie hasło MAAAAAACZZZZZZZZ BETAAAAAAAAAAAA.

Jakoś dojechaliśmy do domku i kierowca nawet się nie skapcił o co chodziło z tą butelką i w ogóle. Wysiedliśmy i mieliśmy przejść jakieś 500 metrów z klapka do domku. W sumie to rzut beretem więc 5 minut i powinniśmy być na miejscu. Bylibyśmy jakby Zgniły poprowadził nas w dobrą stronę. On się upierał, że za przystankiem mamy wejść w lasek a my mówiliśmy że prosto a dopiero koło sklepu w lasek. Gość twierdził, że był tu jak jechali sprzątać domek to wie lepiej od nas. Ok niech tak będzie jak mówi. Poszliśmy za nim. Idziemy przez ten lasek i już coś smierdzi bo mineło 5 minut a my dalej w środku między drzewami. I co ? Błotoooooooooooooooo. Na środku płynie sobie taka mała rzeczka i trzeba ją przeskoczyć. Pierwszy skoczyłem ja i na luzie bo miałem dobrego dzampa doleciałem na drugi brzeg. Potem Kumfa on to jak małpa więc zero problemu. Każdy przeskoczyl i na koniec został Zgniły. On taka trochę lejba. Najpierw mu plecak przeszkadzał więc nam go przeżucił. Potem nie wiedział czy z rozpędem czy nie. To mu wyjaśniliśmy:

- stary z rozpędem masz lepszy zasięg
- ale nie wiem kiedy mam się wybić
- to my Ci powiemy i na bank przeskoczysz.
- ale skąd będziesz wiedział, że mam się odbić jak jesteś po drugiej stronie?
- to przeskoczę na twoją i Ci powiem goooooooołł
- ok to chodź.

to szybko Kumfa przeskoczył i kazał się rozpędzić zgniłemu na 12 byczych kroków albo 30 tiptopów. Ogólnie to tak żeby było 1/8 jarda mu powiedział. To Zgniły odliczył 12 byczych i zaczął się rozpędzać. I kumfa krzyknął OGIENNNNNNNN. Zgniły się odbił i niedolot wpadł w sam środek bajora. Kumfa zaczął się mega śmiać aż się tarzał po ziemi. My też zaczęliśmy mega drzeć z gościa łacha ale bez tarzanki. Wiadomo małpa to małpa więć sie tarza a my szacunek do matki ziemi to nie niszczymy ściółki. Kumfa specjalnie mu powiedział za wcześnie żeby się skąpał bo go już denerwowało że stał i marudził przez 5 minut że nie doskoczy. Zgniły stoi w tym błocie i ma łzy w oczach. To mu mówimy żeby wyłaził i się przebierze w domku u Synka. To zaczął wychodzić ale okazało się że mu jeden z butów został w błocie. Haha to już było mega śmieszne. Wlazł w to błoto szukać tego pierwszego buta i wyszedł już bez dwóch:)) Wtedy Rondel ruszył na ratunek. Powiedział:
- Zgniły ja Ci pomogę spoko majonez

Wlazł w to błoto i zrobił tylko 2 kroki i zaczął się drzeć że jemu też buta wciągnęło. To już była mega porażka. Zaczał rękami szukać w błocie tego pierwszego buta. W końcu w błocie po pachy wyszedł z jednym butem i tyle. Nie znalazł buta zgniłego tylko sie opierdzielił cały i zgubił swojego. Przegieli pałke obaj. To trzeba być debilem żeby w butach wchodzić do błota szukać butów które koledze wciągnęło błoto. Gość się tłumaczył mówiąć że myślał, że mu nie ściągnie bo ma dobre sznurowanie i docisnął kokardkę na maksa. Jednak źle myślał. Musieliśmy wracać całą drogę bo poszliśmy w złą stronę. Słuchać lamentowania Zgniłego że mu buty zginęły i płaczu Rondla że go matka zabije bo co powie że gdzie zgubił buty. Przecież przy rodzicach Synka nikt nie chodziłby po błocie. Co chwile tez piszczeli, że coś im się w nogi wbija to ja dałęm im swoje klapki żeby mogli iść normalnie ale miałęm tylko dwa to się zmieniali co chwile ale i tak jeden szedł z jedną nogą bosą przez jakiś tam czas. Doszliśmy w końcu do domku to jak reszta zobaczyła tych dwóch to od razu zaczęli ich wyśmiewać, że debile co raczej było gorsze niż lepsze bo tylko się pokłócili prawie wszyscy. Po godzinie focha już przeszło każdemu. Zgniły i Rondel wzieli pożyczyli buty od chłopaków. Troche za duże albo za małe ale brali to co było i nie marudzili już do samego wieczora.

Wieczorem zrobiliśmy ognisko i siedzieliśmy i gadaliśmy jakieś tak rzeczy. I nagle Kumfa po dwóch piwach wstał i zaczał szydzić po chamsku z Rondla że jest debilem i jak wszedł do błota to mu buty spadły. Potem zaczął się nabijać ze Zgniłego a Zgniły jest nerwowy i wstał i popchnął Kumfę. Ten szybko wstał i opluł Zgniłego. Ten zaczął go gonić. Kumfa jest szybki nawet jak małpa to odskoczył przebiegł za ogrodzenie domku i biegł. Tam było ciemno bo nie było żadnych oświetleń czy coś. I tylko było słychać jak Kumfa się drze. Zgniły frajerze nigdy mnie nie dogonisz, bo jesteś za wolny i masz za małe buty. Tak to ja moge biegać caaaaaaaaałaaaaaaaaaa noc. I jak powiedział noc to nagle tylko taki głuchy odgłos było słychać i cisza. Okazało się że Kumfa wpadł do betonowego odpływu co był zrobiony koło siatki. Szybko Zgniły nas zawołał, że Kumfa wpadł w beton i nie żyje. Nie mieliśmy latarki a tam było ciemno to zrobiłem pochodnie z ogniska i jakiejś szmaty żeby było troche światła. Pobiegliśmy szybko do niego i okazało się że leżał w tym odpływie i jęczał. To nie było głebokie bo miało pewnie metr ale dobrze że nie uderzył głową bo mógł sie zabić. On tam leżał mokry w wodzie i wołał, że sobie złamał kręgosłup i ma paraliża całego dołu. Mówił, że nie czuje nóg i w ogóle że chyba umiera teraz. Spanikowaliśmy na maksa. Ja stałem z tą pochodnią i oświetlałem teren. Popłoch i Rondel pobiegli szybko do ośrodka co był obok i przyszedł z nimi dziadek taki co tam miał funkcje ochronną. On szedł z wielką latara to ja rzuciłem pochodnie bo już nie była potrzebna. Poruszał coś koło Kumfy bo mówił że miał jakieś szkolenia z pierwszego ratunku czy coś i się zna. Okazało się że zwichnął nadgarstek przerysował sobie facjate i podał bluze na łokciu. Nic wielkiego się nie stało w sumie ale wyglądało mega poważnie. Potem go wyciągneliśmy na góre i zanieśliśmy do domku. Wyszliśmy gasić już ognisko patrzymy a tam dwa ognie. Jeden ten co rozpaliliśmy koło domku a drugi za siatką. Ale skąd tam za siatką ogień się znalazł? To ta pochodnia co ją wywaliłem wpadła na smietnisko co ludzie z domków śmieci wywalali i się wszystko zapaliło. Tamto ognicho to już był megaaaaaaa konkret. Chcieliśmy gasić ale ten sam od ochrony dziadek już leciał do nas i wołał
- gówniarze chcecie spalić cały ośrodek, z dymem puścić, wandale.
- to nie my to nie my !!!
- dzwonie na policję i straż będziecie płacić za przyjazd. Nogi z dupy powyrywam szczeniaki.

Tak się darł i darł a my szybko po wiaderka dwa i jedna miednice co była w domku i pod ten odpływ co w nim Kumfa leżał nabieraliśmy wody i gasiliśmy śmietnik. Po 10 minutach się nam udało zgasić i dziadek widzał że gasimy i nie dzwonił po Policję ani po Straż tylko stał koło nas i się darł że to ma być zgaszone w ciągu 2 minut. No to 2 x 5 = 10 i się udało. Jak zgasiliśmy to tylko myślał każdy żeby już być w domu na osiedlu. I tyle w sumie wyjazd moim zdaniem udany bo była przygoda a nawet trzy.

Sajonara!

1 komentarz:

  1. Łahahahahaah xD dynamiczna akcja, jak sie czyta to fotoplastikon przelatuje, bede ryła teraz tydzień

    OdpowiedzUsuń