Sajonara !
Kurde balans, każdy chce mieć już prawo jazdy i jeździć legalnie samochodem. Mi to w sumie się nie spieszy i nawet powiem, że wole sobie trenować bez papierów na auto. Dwa dni temu z Wargulem postanowiliśmy troche pośmigać autem jego ojca. Stary pojechał w delegacje jakaś na tydzien i zostawił samochód a mama jego pocisnęła do babci i dziadka jakies tam sprawy papierowe zrobić, żeby potem 3 hetary były na nią w razie co. Jego dziadek robił kiedyś rolnictwo i potem można było kupować jakąś ziemie co się na niej robiło za jakąś mała kabonkę. To dziadek kupił a teraz można sobie przepisać czy darować. Się na tym nie znam. Wargul pytał rodziców to mu powiedzieli ale nie umiał nam powtórzyć ani trochę. Wiemy tylko, że będą mieli 3 hektary i Warga mówi, że będzie tam robił tor rowerowy do skakania i za pare lat to RED BULSA tam zorganizuje. Dla nas super bo do Nosówki jest blisko jakies 8 km to byśmy poszli i może wpisaliby nas na liste VIP = Very Interesant People. Ale to co będzie to będzie narazie Wargula ojca nie ma jeszcze 3 dni a mama wraca codzennie w nocy a czasem nawet nie.
To była okazja żeby poćwiczyć trochę jazdę samochodową. Duży fiat nie jest jakis wypasiony bo Synusia ojciec ma Mazde zum zum a stary Zgniłego ma Renówke w kombi. Wargulowy Fiat w kolorze meksykańskiej czerwieni był dla nas w sam raz do takiego jeżdżenia po osiedlu. Umówiliśmy się na 18 jak już się trochę ściemni i będzie mniejszy ruch wszędzie bo nie umiemy jeszcze dobrze jeździć. Wargul był punktualnie i musiał na mnie czekać 10 minut bo musiałem czekać na ojca żeby mu pomóc wynieść z auta ziemniaki do piwnicy. Kupił dwa worki bo taniej gdzieś niż w sklepie. To wniosłem i rura na parking. Pierwszy miał jeździć Wargul bo to jego auto to wiadomo że się ma różne z tego powodu bonusy i dodatki. To chyba raczej proste nie?
Jak właziliśmy do auta to zobaczył nas Popłoch z Kumfikiem. Wiadomo co było dalej. Nie dało się ich spławić. Powiedzieli, że jadą z nami a jak nie to ojciec Wargula a przy okazji mój dowiedzą się że jeździmy samochodem po osiedlu. Kurde ale mnie wkurzyli, jak jest więcej ludzi to od razu mniej jeżdzenia. No ale co zrobić? przecież jakby się mój ojciec dowiedział to by mnie zabił a Wargula ojciec oberwał by go ze skóry bo to jego auto. Jego stary jest ok ale jak sie wkurzy to świr. Ochroniarza w sklepie oklepał to Wargula by rozpitolił na strzępy. Trudno trzeba było przełknąć tą gorzką pigułkę i jeździć. Ja siedziałem z przodu a dwa rzepy na tylnej kanapie. Wargul odpalał auto i od razu mu zrobiła się żabka taka konkretna i auto zgasło. Robił takie coś, że nie wciskał sprzęgła i odpalał auto co było na biegu. Powiedziałem mu o co chodzi to odpalił w końcu normalnie auto. Powoli wyjechaliśmy z miejsca na parkingu. Dobrze, że sobie przypomniałem, że trzeba zarezerować to miejsce na powrót. Jakby auto stało gdzie indziej to byłoby ciepło. Szybko przyciągneliśmy palete spod sklepu na miejsce samochodu i pojechaliśmy w teren. Wargul nawet nieźle jechał tylko, że jak zmieniał z jedynki na dwójke to go szarpało na maksa. Ogólnie to tylko jedynkę i dwójkę włączał i było powoli ale frajdy dużo. Jak dojechaliśmy na taki duży parking co tam mało aut stoi to już się Kumfa pchał do jeżdzenia. To Wargul mu dał trochę. On nigdy nie jechał i lepiej było mu nie dawać. Jak skręcał to potem już trzymał kierownicę skręconą i co chwile ładował w krawężniki. Jakoś tak od początku auto dziwnie chodziło ale myśleliśmy, że tak ma być. W końcu się Wargul wkurzył i kazał Kumfie wyłazić bo auto popsuje. Jak wsiadł Popłoch to już całkiem innaczej. On z ojcem jeździł na parkingu kilka razy to wiedział jak jeździć. Zaczął się popisywać i ostro jechać w zakręty. Mowił cały czas jak zakręcał "teraz kurwa ostro w niego wejde trzymajcie się". Tak ostro wchodził, że krawężnik przywitał dwoma przednimi kołami i cos trochę chyba zaczęło już całkiem dziwnie jeździć. Szybko wysiedliśmy z auta żeby obczaić o co chodzi. Okazało się, że przednie koło trzyma się tylko na jednej śrubie bo tamte chyba gdzieś odpadły. Nie wiedzieliśmy co robić zbytnio. Śrub nie mogliśmy znaleźć i była lekka panika.
To wymyśliłem ja dobry pomysł. Powiedziałem, że na parkingu stoi też duży fiacior i można troche pożyczyć śrub do kół od niego. Brakowało nam trzech. Poszliśmy z kluczem co był w Wargula aucie w bagażniku i dwóch stało na czujce a ja z Wargulem odkręcaliśmy po jednej śrubie z każdego koła. Odkręciliśmy trzy i chciałem ostatnią na zapas bo w sumie jak w każdym ma 3 to bez sensu zostawiać w jednym cztery i nagle z balkonu stary Kocur zaczął się drzeć "ZŁODZIEJE, KRADNĄ MI SAMOCHÓD, LUDZIEEEE ZŁODZIEJE". To nagięliśmy ile dała fabryka z tamtego parkingu pod Meksykańską czerwień. Skąd mogliśmy wiedzieć, że ten fiacior to był starego Kocura? Jakbyśmy wiedzieli to napewno byśmy nie odkręcili mu kół czy coś takiego. Szybko zrobiliśmy auto starego Wargula i już mieliśmy dość na ten dzień. Szybko wsiedliśmy do auta i jechaliśmy odstawić auto. Jak byliśmy niedaleko to zaczęło się coś dymić i taki mega smród że hej. To jeszcze bardziej panika bo jak rozwaliliśmy auto to mamy wszyscy przewalone. Jak się zatrzymaliśmy już koło bloku to Popłoch powiedział, że musi iść do domu bo jutro ma sprawdzian z histy a nic nie umie. Kumfik od razu podłapał i też nagle musiał iść przepisywać zeszyt z polskiego bo mu baba kazała uzupełnić wszystkie lekcje bo nie pisał od jakiegoś czasu i twierdził, że nie musi bo ma pamięć fotograficzną i zapamiętuje wszystko to co jest na tablicy. Jak baba powiedziała, że ciekawa jest co na temat jego super pamięci powie jego ojciec to szybko ją stracił i już chciał przepisywać wszystko. Wkurzyliśmy się z Wargulem bo zostaliśmy sami z dymiącym autem. Na szczęście ze śmieciami wychodził mój sąsiad taki kolega mojego brata. Przechodził koło nas to zagadaliśmy że coś się dzieje z autem i nie wiemy o co chodzi. Powiedział, że może sprawdzić. Wsiadł do auta i powiedzieliśmy, żeby już pojechał na parking odstawimy auto. On dał na jedynke i ruszył i powiedział, że auto zamula na maksa i że to dlatego, że jest zaciągnięty ręczny hamulec a śmierdzi bo się to z klocków czy czegoś tam stopiło bo gorąco było i teraz śmierdzi i dymy z tej gumy lecą. Powiedział też, że trochę przysmażyło ten hamulec ale jak ostygnie to powinno być ok. Faktycznie jak ściagnął ten ręczny to auto szło jak po masełku dobrego buta miał wtedy meksyk.
Dojechaliśmy na parking i co? Zaraz za nami zajechała Policja. Wysiadł kops idzie w naszą stronę. Wargul włączył tryb paniki i skakał na siedzeniu i gadał "idzie do nas on idzie do nas. Na ser mater ale przejebane ale przejebane". Powiedziałem mu żeby się uspokoił bo swoim zachowaniem nas sprzeda. Ma być spokojny bo innaczej to ja to widze w barwach mało pastelowych raczej węgiel do rysowania. No i podszedł do nas i powiedział prosze prawojazdy, ubezpieczenie samochodu i dowód do rejestracji. O fakin hel nie mieliśmy papierów do auta bo Wargul nie zabrał z domu. Ale mieliśmy mega fart że Sebastian jechał wtedy samochodem a nie my bo on miał prawo jazdy już. Mówił nam że zdał za pierwszym razem ale mój ojciec mówi że jak ktoś opowiada że zdał za pierwszym to albo kłamie albo dał w łape. Ja tam nie wiem bo jeszcze nie robiłem ale jak będe po egzaminie to Wam dam cynk za którym mi siadło prawko. No ale dokumentów dalej nie było. Wargul powiedział, że my tylko byliśmy przepalić auto bo tatuś prosił żeby przepalić co 2 dni bo ma słaby akumulator a pojechał w delegację i że zapomniał zabrać z domu dokumenty i już biegnie je przynieść. Gliniarz się zgodził i Wargul poszedł z meszta na pełnym spidzie. Drugi raz go widze jak ma takie przyśpieszenie. Raz jak kradliśmy czereśnie na działkach i dziadek wypadł z altanki i teraz to był drugi raz. O czereśniach jeszcze napisze ale teraz goł bak do auta. Jak Wargi nie było to gliniarz mówił, że dostali kilka wezwań od ludzi z osiedla, że jakieś osoby jeżdza bordowym dużym fiatem po osiedlu jak idioci i drugie, że ktoś chciał ukraść samochód na parkingu. No to wiadomo że my od razu powiedzieliśmy, że nic nie wiemy i że nasze auto nie jest bordowe tylko to meksykańska czerwień i że tylko byliśmy przepalic samochód i prosiliśmy Sebastiana bo nie mamy prawo jazdy i że to chyba chodzi o inny parking ten większy ale nas tam nie było. Gliniarze powiedzieli, że sobie to sprawdzą a nas zatrzymali bo auto też mamy czerwone ale widzą, że to raczej nie my bo jechaliśmy bardzo powoli od kiedy za nami jadą. Wargul szybko doleciał z papierami. Goście sprawdzili i powiedzieli, że to wszystko jakaś rutynowa kontrola i tyle. Udało się nam na maksa. Szybko odwaliliśmy tą paletę jak tylko odjechali i zaparkował Seba samochód. Potem szybko zwinęliśmy się z parkingu i do domu. Sebie dziekowaliśmy, że nas nie sprzedał a on powiedział, że spoko i że robił tak samo jak nie miał prawka. Tylko że oni jeździli zastawą jego ojca i taka różnica. Powiedział też że jakby złąpał skurwieli co chcieli ukraść auto z parkingu to urwałby im nogi z dupy. My też byśmy tak zrobili - powiedzieliśmy do Seby.
I tyle poszliśmy do domu i tyle całej historii z jeżdzeniem samochodem. Teraz musimy zrobić sobie dłuższą przerwę z jeżdzeniem bo trochę się orobiłem w majty jak zajechała za nami kabaryna z glinami. Ogólnie to zawsze fak de system ale czasem lepiej nie.
Siemanarahej !!!
Kurde balans, każdy chce mieć już prawo jazdy i jeździć legalnie samochodem. Mi to w sumie się nie spieszy i nawet powiem, że wole sobie trenować bez papierów na auto. Dwa dni temu z Wargulem postanowiliśmy troche pośmigać autem jego ojca. Stary pojechał w delegacje jakaś na tydzien i zostawił samochód a mama jego pocisnęła do babci i dziadka jakies tam sprawy papierowe zrobić, żeby potem 3 hetary były na nią w razie co. Jego dziadek robił kiedyś rolnictwo i potem można było kupować jakąś ziemie co się na niej robiło za jakąś mała kabonkę. To dziadek kupił a teraz można sobie przepisać czy darować. Się na tym nie znam. Wargul pytał rodziców to mu powiedzieli ale nie umiał nam powtórzyć ani trochę. Wiemy tylko, że będą mieli 3 hektary i Warga mówi, że będzie tam robił tor rowerowy do skakania i za pare lat to RED BULSA tam zorganizuje. Dla nas super bo do Nosówki jest blisko jakies 8 km to byśmy poszli i może wpisaliby nas na liste VIP = Very Interesant People. Ale to co będzie to będzie narazie Wargula ojca nie ma jeszcze 3 dni a mama wraca codzennie w nocy a czasem nawet nie.
To była okazja żeby poćwiczyć trochę jazdę samochodową. Duży fiat nie jest jakis wypasiony bo Synusia ojciec ma Mazde zum zum a stary Zgniłego ma Renówke w kombi. Wargulowy Fiat w kolorze meksykańskiej czerwieni był dla nas w sam raz do takiego jeżdżenia po osiedlu. Umówiliśmy się na 18 jak już się trochę ściemni i będzie mniejszy ruch wszędzie bo nie umiemy jeszcze dobrze jeździć. Wargul był punktualnie i musiał na mnie czekać 10 minut bo musiałem czekać na ojca żeby mu pomóc wynieść z auta ziemniaki do piwnicy. Kupił dwa worki bo taniej gdzieś niż w sklepie. To wniosłem i rura na parking. Pierwszy miał jeździć Wargul bo to jego auto to wiadomo że się ma różne z tego powodu bonusy i dodatki. To chyba raczej proste nie?
Jak właziliśmy do auta to zobaczył nas Popłoch z Kumfikiem. Wiadomo co było dalej. Nie dało się ich spławić. Powiedzieli, że jadą z nami a jak nie to ojciec Wargula a przy okazji mój dowiedzą się że jeździmy samochodem po osiedlu. Kurde ale mnie wkurzyli, jak jest więcej ludzi to od razu mniej jeżdzenia. No ale co zrobić? przecież jakby się mój ojciec dowiedział to by mnie zabił a Wargula ojciec oberwał by go ze skóry bo to jego auto. Jego stary jest ok ale jak sie wkurzy to świr. Ochroniarza w sklepie oklepał to Wargula by rozpitolił na strzępy. Trudno trzeba było przełknąć tą gorzką pigułkę i jeździć. Ja siedziałem z przodu a dwa rzepy na tylnej kanapie. Wargul odpalał auto i od razu mu zrobiła się żabka taka konkretna i auto zgasło. Robił takie coś, że nie wciskał sprzęgła i odpalał auto co było na biegu. Powiedziałem mu o co chodzi to odpalił w końcu normalnie auto. Powoli wyjechaliśmy z miejsca na parkingu. Dobrze, że sobie przypomniałem, że trzeba zarezerować to miejsce na powrót. Jakby auto stało gdzie indziej to byłoby ciepło. Szybko przyciągneliśmy palete spod sklepu na miejsce samochodu i pojechaliśmy w teren. Wargul nawet nieźle jechał tylko, że jak zmieniał z jedynki na dwójke to go szarpało na maksa. Ogólnie to tylko jedynkę i dwójkę włączał i było powoli ale frajdy dużo. Jak dojechaliśmy na taki duży parking co tam mało aut stoi to już się Kumfa pchał do jeżdzenia. To Wargul mu dał trochę. On nigdy nie jechał i lepiej było mu nie dawać. Jak skręcał to potem już trzymał kierownicę skręconą i co chwile ładował w krawężniki. Jakoś tak od początku auto dziwnie chodziło ale myśleliśmy, że tak ma być. W końcu się Wargul wkurzył i kazał Kumfie wyłazić bo auto popsuje. Jak wsiadł Popłoch to już całkiem innaczej. On z ojcem jeździł na parkingu kilka razy to wiedział jak jeździć. Zaczął się popisywać i ostro jechać w zakręty. Mowił cały czas jak zakręcał "teraz kurwa ostro w niego wejde trzymajcie się". Tak ostro wchodził, że krawężnik przywitał dwoma przednimi kołami i cos trochę chyba zaczęło już całkiem dziwnie jeździć. Szybko wysiedliśmy z auta żeby obczaić o co chodzi. Okazało się, że przednie koło trzyma się tylko na jednej śrubie bo tamte chyba gdzieś odpadły. Nie wiedzieliśmy co robić zbytnio. Śrub nie mogliśmy znaleźć i była lekka panika.
To wymyśliłem ja dobry pomysł. Powiedziałem, że na parkingu stoi też duży fiacior i można troche pożyczyć śrub do kół od niego. Brakowało nam trzech. Poszliśmy z kluczem co był w Wargula aucie w bagażniku i dwóch stało na czujce a ja z Wargulem odkręcaliśmy po jednej śrubie z każdego koła. Odkręciliśmy trzy i chciałem ostatnią na zapas bo w sumie jak w każdym ma 3 to bez sensu zostawiać w jednym cztery i nagle z balkonu stary Kocur zaczął się drzeć "ZŁODZIEJE, KRADNĄ MI SAMOCHÓD, LUDZIEEEE ZŁODZIEJE". To nagięliśmy ile dała fabryka z tamtego parkingu pod Meksykańską czerwień. Skąd mogliśmy wiedzieć, że ten fiacior to był starego Kocura? Jakbyśmy wiedzieli to napewno byśmy nie odkręcili mu kół czy coś takiego. Szybko zrobiliśmy auto starego Wargula i już mieliśmy dość na ten dzień. Szybko wsiedliśmy do auta i jechaliśmy odstawić auto. Jak byliśmy niedaleko to zaczęło się coś dymić i taki mega smród że hej. To jeszcze bardziej panika bo jak rozwaliliśmy auto to mamy wszyscy przewalone. Jak się zatrzymaliśmy już koło bloku to Popłoch powiedział, że musi iść do domu bo jutro ma sprawdzian z histy a nic nie umie. Kumfik od razu podłapał i też nagle musiał iść przepisywać zeszyt z polskiego bo mu baba kazała uzupełnić wszystkie lekcje bo nie pisał od jakiegoś czasu i twierdził, że nie musi bo ma pamięć fotograficzną i zapamiętuje wszystko to co jest na tablicy. Jak baba powiedziała, że ciekawa jest co na temat jego super pamięci powie jego ojciec to szybko ją stracił i już chciał przepisywać wszystko. Wkurzyliśmy się z Wargulem bo zostaliśmy sami z dymiącym autem. Na szczęście ze śmieciami wychodził mój sąsiad taki kolega mojego brata. Przechodził koło nas to zagadaliśmy że coś się dzieje z autem i nie wiemy o co chodzi. Powiedział, że może sprawdzić. Wsiadł do auta i powiedzieliśmy, żeby już pojechał na parking odstawimy auto. On dał na jedynke i ruszył i powiedział, że auto zamula na maksa i że to dlatego, że jest zaciągnięty ręczny hamulec a śmierdzi bo się to z klocków czy czegoś tam stopiło bo gorąco było i teraz śmierdzi i dymy z tej gumy lecą. Powiedział też, że trochę przysmażyło ten hamulec ale jak ostygnie to powinno być ok. Faktycznie jak ściagnął ten ręczny to auto szło jak po masełku dobrego buta miał wtedy meksyk.
Dojechaliśmy na parking i co? Zaraz za nami zajechała Policja. Wysiadł kops idzie w naszą stronę. Wargul włączył tryb paniki i skakał na siedzeniu i gadał "idzie do nas on idzie do nas. Na ser mater ale przejebane ale przejebane". Powiedziałem mu żeby się uspokoił bo swoim zachowaniem nas sprzeda. Ma być spokojny bo innaczej to ja to widze w barwach mało pastelowych raczej węgiel do rysowania. No i podszedł do nas i powiedział prosze prawojazdy, ubezpieczenie samochodu i dowód do rejestracji. O fakin hel nie mieliśmy papierów do auta bo Wargul nie zabrał z domu. Ale mieliśmy mega fart że Sebastian jechał wtedy samochodem a nie my bo on miał prawo jazdy już. Mówił nam że zdał za pierwszym razem ale mój ojciec mówi że jak ktoś opowiada że zdał za pierwszym to albo kłamie albo dał w łape. Ja tam nie wiem bo jeszcze nie robiłem ale jak będe po egzaminie to Wam dam cynk za którym mi siadło prawko. No ale dokumentów dalej nie było. Wargul powiedział, że my tylko byliśmy przepalić auto bo tatuś prosił żeby przepalić co 2 dni bo ma słaby akumulator a pojechał w delegację i że zapomniał zabrać z domu dokumenty i już biegnie je przynieść. Gliniarz się zgodził i Wargul poszedł z meszta na pełnym spidzie. Drugi raz go widze jak ma takie przyśpieszenie. Raz jak kradliśmy czereśnie na działkach i dziadek wypadł z altanki i teraz to był drugi raz. O czereśniach jeszcze napisze ale teraz goł bak do auta. Jak Wargi nie było to gliniarz mówił, że dostali kilka wezwań od ludzi z osiedla, że jakieś osoby jeżdza bordowym dużym fiatem po osiedlu jak idioci i drugie, że ktoś chciał ukraść samochód na parkingu. No to wiadomo że my od razu powiedzieliśmy, że nic nie wiemy i że nasze auto nie jest bordowe tylko to meksykańska czerwień i że tylko byliśmy przepalic samochód i prosiliśmy Sebastiana bo nie mamy prawo jazdy i że to chyba chodzi o inny parking ten większy ale nas tam nie było. Gliniarze powiedzieli, że sobie to sprawdzą a nas zatrzymali bo auto też mamy czerwone ale widzą, że to raczej nie my bo jechaliśmy bardzo powoli od kiedy za nami jadą. Wargul szybko doleciał z papierami. Goście sprawdzili i powiedzieli, że to wszystko jakaś rutynowa kontrola i tyle. Udało się nam na maksa. Szybko odwaliliśmy tą paletę jak tylko odjechali i zaparkował Seba samochód. Potem szybko zwinęliśmy się z parkingu i do domu. Sebie dziekowaliśmy, że nas nie sprzedał a on powiedział, że spoko i że robił tak samo jak nie miał prawka. Tylko że oni jeździli zastawą jego ojca i taka różnica. Powiedział też że jakby złąpał skurwieli co chcieli ukraść auto z parkingu to urwałby im nogi z dupy. My też byśmy tak zrobili - powiedzieliśmy do Seby.
I tyle poszliśmy do domu i tyle całej historii z jeżdzeniem samochodem. Teraz musimy zrobić sobie dłuższą przerwę z jeżdzeniem bo trochę się orobiłem w majty jak zajechała za nami kabaryna z glinami. Ogólnie to zawsze fak de system ale czasem lepiej nie.
Siemanarahej !!!