1 maj 2010

Usypianie.

Siemanejro !!

O ja ale przygody robiliśmy ostatnio, że szok macicy normalnie! Dziś pełen luz bo ojciec pojechał z moją mamą i ciotka i wujkiem na długi weekend do domku na zalewem. To nie domek mojego ojca tylko jego kolegi z pracy i czasem mu kolega pożycza klucze i on jedzie. Chciałby mieć taki własnościowy ale teraz to zbiera kase na jakąś rocznicę ślubu bo będzie jakaś porcelanowa za 3 mcę i chce gdzieś jechać z mamą.

Nieważne bo są lepsze rzeczy co chce napisać. Usypianie to jest to kurde balans. Odkrył to Kumfik jak był na święta u kuzyna w Turzym Polu koło Brzozowa. To kuzyn pokazał mu jak robić usypianie. Się staje pod ścianą, robi sie schyłkę do dołu całym brzuchem tak jakby ktos zawalił z ciosu karate i przygięło. Ładuje się szybkie wdechy i wydechy, potem sie podnosi podnosi i ktoś naciska i się usypia. Nie mogę pisać jak to się robi dokładnie (bo ja wiem idealnie jak się robi tzn cały przepis znam) bo się dowiedziałem kilka rzeczy o tym i żeby potem nie było na mnie.

To jak wrócił i byliśmy w szkole to powiedział, że zna nowość i jak ktoś chce to może go uspić. To ja chciałem zobaczyć i powiedziałem żeby mi zrobił. Akurat była technika i robiliśmy jakieś pierdoły z pilotami do TV i facet wyszedł po jakąś lutownice do kantorku. Bula pilnował drzwi czy będzie szedł facet a Kumfa zaczał mnie usypiać. Kazał mi iść na koniec klasy żeby nie było ławek. To poszedłem i mnie uśpił. Ostatnie co pamiętam z tej akcji to jak robiłem wdechy i wydechy. Obudził mnie bijący mnie z otwartej facet z techniki i cała banda ludzi która stała nad jego głową. Jak otworzyłem oczy to takie uczucie że jestem w innej czasoprzestrzeni. Wydawało mi się, że to takie spanie cały czas. Ale jak otworzyłem oczy i dostałem w gębę z otwartej ręki wielkości podkładu do tortilli to wiedziałem, że nie spie. Darł się na nas facet jakby ktoś mu wsadził gorący pręt do tyłka. Śmiechowe było że mu sie głos zmieniał. Raz ryczał jak wokal Walls of Jericho a raz piszczał jak Enrike Iglelias. Jak zaczynało mi się chciec śmiać to przypominałem sobie jak mnie walił w gębe i mi sie już nie chciało śmiać.

Kurde balans ale jak się budziłem to uczucie kosmosowe. Nie wiedziałem gdzie jestem i co się działo. Tak jakby na jawosnie działo się to wszystko. Moje ulubione ostatnio. Ale już się nie usypiam ale po koleii.

Poszedłem do kościoła i w sumie nie doszedłem tylko skręciliśmy na budowę co się buduje w okolicach domu parafialnego. Tam mieliśmy baze na czas mszy i potem jak ludzie wracali to my cyk z budowy i razem z ludźmi na osiedle. Diabelsko dobrze obmyślony plan. Weszliśmy na budowe i coś tam gadaliśmy sobie na luzaku. To ja powiedziałem po jakimś czasie że chciałbym się uśpić. Kumfik już nie chciał bo się przestraszył po ostatnim razie jak go gość z techniki zmieszał z marcepanem. To spoko majonez było nas pięciu to uśpił mnie Fajson. Znów mega uczucie jak się budziłem. Nie wiedziałem gdzie jestem i nagle bicie z mniejszej ręki niż gościa od techniki w twarz i sie budzę. Ale tylko się obudziłem to trzeba było wybiegać z budowy i dołączyć się do ludzi. To szybko rura i do domu razem z peletonem. Jak wszedłem do domu to zaczął sie sajgon. Zaraz przede mną wszedł ojciec z mamą. Jak ja wszedłem to oni właśnie byli w przedpokoju. Jak mnie ojciec zobaczył to zaczął się drzeć. "Gdzieś znów był gówniarzu" "Do kościołą nawet nie potrafisz jak człowiek pójść i wrócić" "za rękę będziesz ze mna chodził" o i takie tam. Nie wiedziałem o co gosciowi chodzi drze sie a ja bez pomyślunku o co idzie. Dopiero jak mi mama pokazała moje ciuchy z tyłu i z boku to się skapciłem o co biega. Cały brudny byłem z kurzu i prochu. To po usypianiu jak się wywaliłem (bo jak cię uśpią to się wywalasz na glebe) na budowie co całe ciuchy miałem opitolone w syfie budowniczym. Kurde za szybko się wszystko działo. Nie pomyślałem o tym i sie nie wyczyściłem tylko na brudasa wbiłem w peleton i do domu. Nie miałem jak się wytłumaczyć bo nic nie wymyśliłem na prędkości. Powiedziałem, że jak wracałem z kościoła to szybko biegliśmy przez budowę i się wywaliłem. Matka uwierzyła i ojciec chyba też ale wytłumaczenie bez sensu. Przecież nie powiem że się usypiałem i nie byłem w kościele. Dobrze, że zapomnieli się zapytać jaki był ksiądz i jakie kazanie bo ja się nikogo nie zapytałem po drodze tak się podnieciłem usypianiem. Potem cała niedziela był już luz tylko zakaz wchodzenia na budowę i tyle.

Po szkole we wtorek jak wracaliśmy to spotkaliśmy Wargula jak wynosił śmieci z domu bo jego w szkole nie było bo miał jakieś z wizą do USA spotkanie z rodzicami i pojechał. W piątek też go nie było w szkole to nic nie wiedział o usypianiu jeszcze. Powiedzieliśmy że możemy go uśpić. On nie wiedział o co chodzi i nam nie wierzył. To mówie no to dawaj pod drzewo to Cie uśpimy. Na ławce obok nas siedziała Styśiowa z wnuczką Bojdowa z zakupami i się na nas gapiły. To Wargul stanął pod drzewem zrobił oddychanie i ciach go na klate i gość spadł na ziemię. Zaczęło nim telepać na maksa i z gęby poleciała mu ślina. Zaczęliśmy go walic po gębie ale nic to nie dawało. Nie chciał sie obudzić tylo leżał z oczami całymi białymi wywalonymi do góry. Kurde balans spanikowaliśmy na maksa i zaczęliśmy się drzeć pomocy pomocy na cały regulator. Wtedy szybko przybiegła właśnie Bojdowa ze Stysiową i coś zaczęły robić nie wiem co ale się Wargul obudził. Bojdowa wyciągnęła telefon i zadzwoniła gdzieś a my w tym czasie ucielkiśmy na klatkę do Popłocha. Staliśmy na kaloryferze i patrzyliśmy przez okienko co się dzieje. Przyjechała karetka i zabrali Wargula. Po chwili z klatki wybiegła jego mama z ojcem i pobiegli szybko do samochodu i gdzies pojechali. Chyba za karetką ale tego nie wiem. Jak oni odjechali to się wtedy parapet wysunął na klatce bo był taki starszy drewniany. Ja zeskoczyłem szybko na nogi ale Popłoch był najbliżej schodów i poleciał do tyłu i sturlał się po schodach i też coś mu się stało bo nie mógł się podnieść i mówił, że nie może głowy podnieść. Szybko pobiegłem piętro wyżej do jego mamy i powiedziałem że Popłoch spadł ze schodów. Jego mama szybko zadzwoniła po pogotowie i przyjechali i zabrali go do szpitala. Ja już podziękowałem za wszystko i szybko poszedłem do domu.

Okazało się potem, że Wargul miał coś z sercem i coś mu sie zatrzymało w tym sercu na chwile i mógł umrzeć. Teraz co tydzien chodzi do lekarza na jakieś kontrole ale chyba troche szczęścia w tym było bo ponoć to jakaś ukryta wada była i oni nie wiedzieli a po badaniach się dowiedzieli że cos Wargul ma z pikawą nie do konca dobrze. Na szczęście nas nie zakapował ani on ani Bojdowa też nie powiedziała nikomu że go usypialiśmy bo one nie widziały, że usypialismy bo zasłanialiśmy nami widok Wargula. Dopiero zobaczyły jak Wargul sie telepal na trawie. Popłoch miał wstrząs mózgu i musiał 3 dni leżeć w szpitalu i nie mógł podnosić głowy bo coś sie mu mogło zrobić. Byliśmy u niego chwile i chwile u Wargula bo leżeli w tym samym szpitalu ale na innych działach.

Od tamtej pory to się już na osiedlu nie usypiamy. Jak powiedziałem bratu to powiedział, że debile jesteśmy i że mamy się cieszyć, że nikt nie umarł. Powiedział że szkoda że mi się nic nie stało to może bym troche zmadrzał bo półdebil jestem do potęgi entej. A Kumfie mama powiedziała że to sie serce zatrzymuję na chwile i brakuje tlenu i taka śmierć kliniczna się robi. To ja miałem śmierć kliniczną dwa razy ale ani raz nie widziałem tunelu ani mi się rzeczy nie przypominały z całego życia. Przypomina mi się za to do tej pory wielka ręka gościa z techniki i jak się ojciec na mnie darł i jak Wargulem telepało pod drzewem. Popłoch sie nie liczy bo jemu potrząsneło mózgiem nie przez usypianie tylko przez to że sie parapet wyrwał na klatce.

Nie usypiajcie się mówie Wam bo można zrobić coś głupiego. O dużo głupszego i gorszego niż spalona saletra czy coś. Lepiej w gałe popykać albo w zamrażanego.

Siema nara hej !!