Siemanejro.
Opitoliłem właśnie dwa talerze żurku z jajkiem i jestem pojedzony prawie tak jak babki co pokazywali je ostatnio w rozmowach w toku. O 13 mam obiad to mogę teraz sobie trochę posiedzieć na necie. Ojciec się nie drze na mnie bo są dziadkowie to stara się pilnować i nawet nie przychodzi i nawet pozwolił mi kompa włączyć. Ogólnie to lepszy się zrobił po spowiedzi co był na niej w czwartek. Pewnie niedługo mu się zapomni że był i znów będzie się mnie czepial i sprawdzał co robie. Ostatnio to właściwie muszę mu przyznać, że miał się o co czepić bo trochę zawaliłem ale to nie do końca moja wina była. Nazbierało mi się. Zresztą to napiszę jak było i sobie można będzie ocenić.
W tamtym tygodniu w piątek po szkole nakupiliśmy saletry z chłopakami bo chcieliśmy sobie porobić różne eksperymenty na weekendzie. W sobote z samego rana ja i Popłoch robiliśmy mieszanie u mnie w piwnicy. Dobre proporcje cukru i saletry i nam wyszło tego dwa słoiki takie po ogórkach kiszonych albo innej papryce marynowanej. Ja słoików miałem dużo to przyniosłem i tak właśnie wyszły dwa a myślałem że będzie trochę więcej. Jak już było gotowe to trzeba było sprawdzić czy dobrze się pali. To nasypaliśmy taką mała porcje na korytarzu w piwnicy żeby sprawdzić jak wyjdzie bo nie chciałem tego w mojej palić tak centralnie bo potem ziemniaki smierdzą dymem i ojciec by się mogł kapnąć, że coś się hajciło. No to testowaliśmy mieszankę i kurde jak się zapaliło to tak trochę zaczęło strzelać tymi iskierkami i słoiki były niezakręcone i wpadło do słoika i zaczęło się wszystko kopcić. To było bez planu i trochę spanikowaliśmy jak to tak wyskoczyło i wskoczyło do słokika ze świerzutką saletrą a potem do tego drugiego co go niechcąco przewróciłem nogą i sie paliło wszystko. Mieliśmy gasić ale nie było czym a ja miałem nowe buty to nie chciałem sobie podeszwy stopić i my uciekliśmy. Już jak uciekaliśmy to było grubo dymu że nic nie dało się widzieć. Wybiegliśmy szybko z klatki i pod balkonami żeby nikt nas nie widział dookoła bloku i wyszliśmy z innej bramy całkiem po drugiej stronie podwórka. Jak wchodziliśmy do kwadratu to myśmy się prawie posrali ze strachu. Dymiło się z każdego okna na klatce schodowej i chyba w całej klatce każdy miał otwarte okno. Zaczęliśmy udawać zaskoczenie i pokazywać palcami na klatke i na dymy i ogólnie że przerażenie mamy w sercu że coś sie pali. Przerażenie to było prawdziwe bo myślenie było takie że sie jakaś piwnica zapaliła tak na bum cyk cyk. Siedliśmy na ławce rozdzielili dziubadło co Popłoch mial w kieszeni i jedliśmy i gapili co się dzieje. Tak po chwili to straż pożarna przyjechała i szybko pobiegli do klatki. To nie wiem co się działo w środku bo nie szliśmy tylko się gapiliśmy. Ogólnie to się wszyscy z podwórka gapili. W oknach stali i się gapili co się dzieje i co się pali. Tak ta straż szybko okna w klatce pootwierała i się wszystko wietrzyło i tylko dymy szły i było czuć taki zapach inny niż jak się nic nie pali. To w sumie po godzinie już nie było nic z dymu tylko zapach dziwny w całej klatce i trochę piwnica taka zakopcona i dwa wielkie takie czarne miejsca na podłodze. W sumie to dopiero sprawdzaliśmy w niedziele co się stało bo mieliśmy cykawe wchodzić i oglądać. Ojciec mnie pytał czy wiem kto to spalił bo strażacy mówili że to saletra się paliła. Ja mówiłem że nie wiem bo mnie nie było i przyszedłem jak się już paliło. Ale fuks że nie testowaliśmy u mnie w piwnicy tylko na korytażu. To się nam pofarciło, że nikt nas nie widział i ogólnie że nic się nie spaliło tylko że dymy poszły. Bociańska gadała z moją mamą i powiedziała że jak się dowie kto to to nogi z dupy wyrwie bo dopiero malowała przedpokój i kuchnie a ona w pracy była i miała okno otwarte i jej dużo dymu naleciało do mieszkania. Na parterze mieszka to najwięcej jej chyba wleciało. Ona jest wielka baba to na serio chciałem żeby się nigdy nie wydało że to my z Popłochem paliliśmy tą saletre.
Jak już trochę to wszystko ostygło to znów zmieszaliśmy trochę saletry ale koło smietników na parkingu żeby znów nie było takiej akcji jak ostatnio. To była środa jakoś i po szkole byliśmy z Popłochem, Parnikiem i Wargulem. Zrobiliśmy tak kilogram mieszanki i wzieliśmy do piaskownicy żeby sobie zrobić wulkan. Parnik usypał fajny kopiec taki i tunel do tego kopca i w środku była dziura. Wsypaliśmy saletrę i taką ścieżke też usypaliśmy żeby szło jak na filmach do wybuchu. Podpaliliśmy i czekaliśmy co będzie czy fajny nam wulkan wyjdzie i czy dobre dymy będą i jakaś lawa wystąpi. To tak po 10 sekundach nic się nie działo to poszedłem popatrzeć z góry czego się nie kopci nic i jak byłem już blisko to wtedy mi wybuchło. Nagle się chyba ten lont skończył i doszło do dużej porcji i normalnie wybuch jak na tym filmie co ten co grał bonda brał udział. Taki ładny co grał też w innych filmach. No nie ważne. Tak mi to wybuchło i opryskało mnie całego takimi gorącymi ziarnami. Miałem ortalionówke UMBRO mojego brata i szlag jasny cała spalona i stopiona od tego wybuchu. Do tego jak pech to pech bo akurat ojciec mój z pracy wcześniej wrócił i zobaczył jak palimy saletre w piaskownicy. Przyszedł do nas zaczał krzyczeć wydarł mnie z piaskownicy i zatargał do domu. Chłopaki się przestraszyli bo powiedział, że zaraz będzie dzwonił do ich rodziców powiedzieć co robią. To zaczęli przepraszać i obiecywać że już nigdy nie będą. Najbardziej to Wargul przepraszał bo jakby jego ojciec się dowiedział to chyba by go przeciął na pół. Ale mieli farta bo mój ojciec nigdzie nie dzwonił.
Przewalone miałem tylko ja. W domu to nawet nie będę pisał co się działo. Jak weszliśmy do środka to mnie tak jakby wrzucił do mieszkania i jak mnie wrzucał to ja wpadłem na szafkę z butami. Na szafce stał wazon z kwiatami co mama go dostała od ojca na rocznice jakiś tydzień wcześniej. To takie dziwne było bo był piasek kamyki i woda i takie warstwy dziwne nie wiem jak to było zrobione no i kwiatki. To on spadł ten wazon i się rozwalił i woda wylała się na wykładzine co ona nowa była. Woda to nic ale ten piasek się cały rozwalił i się normalnie błoto zrobiło a wykładzina jasna zeby pasowała do sufitu co go podwieszali w jesieni to było wszystko widać. Buty to się ściągało przed wejsciem do domu żeby nie wybrudzić a tu nagle błoto. Ojciec się ugotował jak zobaczył że to się rozwaliło. Chciał mnie z kopa poczęstować bo mnie nigdy nie bił ale mi dawał albo z otwartej ręki w tył glowy albo za ucho albo z kopa mi sadził. To jak chciał mi zawalić kopa to się odsunałem i on sobie gołą nogą tylko w skarpetce (bo buty ściągnał przed drzwiami bo ta wykładzina była czysta wtedy) trafił w tą szafke na buty co na niej stał ten wazon co się rozwalił. Wtedy mu się paznokiec tak oderwał od dużego palca i mu się krew polała. Zaczął się drzeć że mam mu zejść z oczu w tej chwili bo jak nie to mnie tutaj ukatrupi. Dobrze że mama weszła to mnie nie zabił bo chyba był gotowy to zrobić. Mama pojechała z nim do lekarza i mu coś z tym paznokciem robili ale nie wiem do tej pory co bo z nim nie gadam bo się boje odzywać. Do szkoły nawet wcześniej wychodze i czekam w szatni 25 minut bo nie chcę się z nim mijać w korytarzu rano bo mam cykwę.
Za karę to musiałem sprzątać tą cała wykładzine i odkurzać i prać i wszystko ale się nie dało zrobić na zero. Trzeba było ja odwrócić tak zeby ta brudna cześć byłą pod taką szafą co się w niej trzyma płaszcze i kurtki na zimę. W sumie to jak ktoś nie wie to nawet nie będzie widział rożnicy ale ojciec wie i pamięta i to najgorsze. Tak jak od ojca nie dostałem to brat jak zobaczył umbro zniszczone to mi dał w mordę i w brzuch. Tak mi dał w mordę że mi się dolna jedynka ruszała 3 dni i mi się warga rozcięła. Nie wykablowałem go bo wiedziałęm że moja wina i ja bym też dał w morde jakby mi ktos ortalionówkę rozwalił.
Miałem takie szczeście w nieszczęściu. Ojciec niby taki mądry i że wie wszystko i mówi że się nic przed nim nie ukryje to się ukryło. Wcale nie skapował że to ja też spaliłem tą saletre w piwnicy parę dni wcześniej. Ja to bym od razu się skapcił a on powiedział, "to że jakieś debile chciały spalić cały blok saletrą to nie znaczy że ty masz być taki sam jak oni. Bierz przykład z mądrzejszych a nie z tych co zawsze robią złe rzeczy i tylko kłopoty z nimi całe życie". To co mam brać przykład z Nieradka chodzącej encyklopedii co tylko się uczy cały czas i biega na prostych nogach? To już wole z nikogo nie brać przykładu tak jak teraz i być sobą w dzień i w nocy i zawsze. Bo albo się ma swoją osobę i swój charakter albo się nie ma. Ja nie chcę być jak ktoś bo czasem jeden ktoś to już za dużo a co dopiero dwa. A może ma rację ojciec, ale nie mam czasu o tym myśleć bo ide po serownika do kuchni.
Siema nara hej !!
Opitoliłem właśnie dwa talerze żurku z jajkiem i jestem pojedzony prawie tak jak babki co pokazywali je ostatnio w rozmowach w toku. O 13 mam obiad to mogę teraz sobie trochę posiedzieć na necie. Ojciec się nie drze na mnie bo są dziadkowie to stara się pilnować i nawet nie przychodzi i nawet pozwolił mi kompa włączyć. Ogólnie to lepszy się zrobił po spowiedzi co był na niej w czwartek. Pewnie niedługo mu się zapomni że był i znów będzie się mnie czepial i sprawdzał co robie. Ostatnio to właściwie muszę mu przyznać, że miał się o co czepić bo trochę zawaliłem ale to nie do końca moja wina była. Nazbierało mi się. Zresztą to napiszę jak było i sobie można będzie ocenić.
W tamtym tygodniu w piątek po szkole nakupiliśmy saletry z chłopakami bo chcieliśmy sobie porobić różne eksperymenty na weekendzie. W sobote z samego rana ja i Popłoch robiliśmy mieszanie u mnie w piwnicy. Dobre proporcje cukru i saletry i nam wyszło tego dwa słoiki takie po ogórkach kiszonych albo innej papryce marynowanej. Ja słoików miałem dużo to przyniosłem i tak właśnie wyszły dwa a myślałem że będzie trochę więcej. Jak już było gotowe to trzeba było sprawdzić czy dobrze się pali. To nasypaliśmy taką mała porcje na korytarzu w piwnicy żeby sprawdzić jak wyjdzie bo nie chciałem tego w mojej palić tak centralnie bo potem ziemniaki smierdzą dymem i ojciec by się mogł kapnąć, że coś się hajciło. No to testowaliśmy mieszankę i kurde jak się zapaliło to tak trochę zaczęło strzelać tymi iskierkami i słoiki były niezakręcone i wpadło do słoika i zaczęło się wszystko kopcić. To było bez planu i trochę spanikowaliśmy jak to tak wyskoczyło i wskoczyło do słokika ze świerzutką saletrą a potem do tego drugiego co go niechcąco przewróciłem nogą i sie paliło wszystko. Mieliśmy gasić ale nie było czym a ja miałem nowe buty to nie chciałem sobie podeszwy stopić i my uciekliśmy. Już jak uciekaliśmy to było grubo dymu że nic nie dało się widzieć. Wybiegliśmy szybko z klatki i pod balkonami żeby nikt nas nie widział dookoła bloku i wyszliśmy z innej bramy całkiem po drugiej stronie podwórka. Jak wchodziliśmy do kwadratu to myśmy się prawie posrali ze strachu. Dymiło się z każdego okna na klatce schodowej i chyba w całej klatce każdy miał otwarte okno. Zaczęliśmy udawać zaskoczenie i pokazywać palcami na klatke i na dymy i ogólnie że przerażenie mamy w sercu że coś sie pali. Przerażenie to było prawdziwe bo myślenie było takie że sie jakaś piwnica zapaliła tak na bum cyk cyk. Siedliśmy na ławce rozdzielili dziubadło co Popłoch mial w kieszeni i jedliśmy i gapili co się dzieje. Tak po chwili to straż pożarna przyjechała i szybko pobiegli do klatki. To nie wiem co się działo w środku bo nie szliśmy tylko się gapiliśmy. Ogólnie to się wszyscy z podwórka gapili. W oknach stali i się gapili co się dzieje i co się pali. Tak ta straż szybko okna w klatce pootwierała i się wszystko wietrzyło i tylko dymy szły i było czuć taki zapach inny niż jak się nic nie pali. To w sumie po godzinie już nie było nic z dymu tylko zapach dziwny w całej klatce i trochę piwnica taka zakopcona i dwa wielkie takie czarne miejsca na podłodze. W sumie to dopiero sprawdzaliśmy w niedziele co się stało bo mieliśmy cykawe wchodzić i oglądać. Ojciec mnie pytał czy wiem kto to spalił bo strażacy mówili że to saletra się paliła. Ja mówiłem że nie wiem bo mnie nie było i przyszedłem jak się już paliło. Ale fuks że nie testowaliśmy u mnie w piwnicy tylko na korytażu. To się nam pofarciło, że nikt nas nie widział i ogólnie że nic się nie spaliło tylko że dymy poszły. Bociańska gadała z moją mamą i powiedziała że jak się dowie kto to to nogi z dupy wyrwie bo dopiero malowała przedpokój i kuchnie a ona w pracy była i miała okno otwarte i jej dużo dymu naleciało do mieszkania. Na parterze mieszka to najwięcej jej chyba wleciało. Ona jest wielka baba to na serio chciałem żeby się nigdy nie wydało że to my z Popłochem paliliśmy tą saletre.
Jak już trochę to wszystko ostygło to znów zmieszaliśmy trochę saletry ale koło smietników na parkingu żeby znów nie było takiej akcji jak ostatnio. To była środa jakoś i po szkole byliśmy z Popłochem, Parnikiem i Wargulem. Zrobiliśmy tak kilogram mieszanki i wzieliśmy do piaskownicy żeby sobie zrobić wulkan. Parnik usypał fajny kopiec taki i tunel do tego kopca i w środku była dziura. Wsypaliśmy saletrę i taką ścieżke też usypaliśmy żeby szło jak na filmach do wybuchu. Podpaliliśmy i czekaliśmy co będzie czy fajny nam wulkan wyjdzie i czy dobre dymy będą i jakaś lawa wystąpi. To tak po 10 sekundach nic się nie działo to poszedłem popatrzeć z góry czego się nie kopci nic i jak byłem już blisko to wtedy mi wybuchło. Nagle się chyba ten lont skończył i doszło do dużej porcji i normalnie wybuch jak na tym filmie co ten co grał bonda brał udział. Taki ładny co grał też w innych filmach. No nie ważne. Tak mi to wybuchło i opryskało mnie całego takimi gorącymi ziarnami. Miałem ortalionówke UMBRO mojego brata i szlag jasny cała spalona i stopiona od tego wybuchu. Do tego jak pech to pech bo akurat ojciec mój z pracy wcześniej wrócił i zobaczył jak palimy saletre w piaskownicy. Przyszedł do nas zaczał krzyczeć wydarł mnie z piaskownicy i zatargał do domu. Chłopaki się przestraszyli bo powiedział, że zaraz będzie dzwonił do ich rodziców powiedzieć co robią. To zaczęli przepraszać i obiecywać że już nigdy nie będą. Najbardziej to Wargul przepraszał bo jakby jego ojciec się dowiedział to chyba by go przeciął na pół. Ale mieli farta bo mój ojciec nigdzie nie dzwonił.
Przewalone miałem tylko ja. W domu to nawet nie będę pisał co się działo. Jak weszliśmy do środka to mnie tak jakby wrzucił do mieszkania i jak mnie wrzucał to ja wpadłem na szafkę z butami. Na szafce stał wazon z kwiatami co mama go dostała od ojca na rocznice jakiś tydzień wcześniej. To takie dziwne było bo był piasek kamyki i woda i takie warstwy dziwne nie wiem jak to było zrobione no i kwiatki. To on spadł ten wazon i się rozwalił i woda wylała się na wykładzine co ona nowa była. Woda to nic ale ten piasek się cały rozwalił i się normalnie błoto zrobiło a wykładzina jasna zeby pasowała do sufitu co go podwieszali w jesieni to było wszystko widać. Buty to się ściągało przed wejsciem do domu żeby nie wybrudzić a tu nagle błoto. Ojciec się ugotował jak zobaczył że to się rozwaliło. Chciał mnie z kopa poczęstować bo mnie nigdy nie bił ale mi dawał albo z otwartej ręki w tył glowy albo za ucho albo z kopa mi sadził. To jak chciał mi zawalić kopa to się odsunałem i on sobie gołą nogą tylko w skarpetce (bo buty ściągnał przed drzwiami bo ta wykładzina była czysta wtedy) trafił w tą szafke na buty co na niej stał ten wazon co się rozwalił. Wtedy mu się paznokiec tak oderwał od dużego palca i mu się krew polała. Zaczął się drzeć że mam mu zejść z oczu w tej chwili bo jak nie to mnie tutaj ukatrupi. Dobrze że mama weszła to mnie nie zabił bo chyba był gotowy to zrobić. Mama pojechała z nim do lekarza i mu coś z tym paznokciem robili ale nie wiem do tej pory co bo z nim nie gadam bo się boje odzywać. Do szkoły nawet wcześniej wychodze i czekam w szatni 25 minut bo nie chcę się z nim mijać w korytarzu rano bo mam cykwę.
Za karę to musiałem sprzątać tą cała wykładzine i odkurzać i prać i wszystko ale się nie dało zrobić na zero. Trzeba było ja odwrócić tak zeby ta brudna cześć byłą pod taką szafą co się w niej trzyma płaszcze i kurtki na zimę. W sumie to jak ktoś nie wie to nawet nie będzie widział rożnicy ale ojciec wie i pamięta i to najgorsze. Tak jak od ojca nie dostałem to brat jak zobaczył umbro zniszczone to mi dał w mordę i w brzuch. Tak mi dał w mordę że mi się dolna jedynka ruszała 3 dni i mi się warga rozcięła. Nie wykablowałem go bo wiedziałęm że moja wina i ja bym też dał w morde jakby mi ktos ortalionówkę rozwalił.
Miałem takie szczeście w nieszczęściu. Ojciec niby taki mądry i że wie wszystko i mówi że się nic przed nim nie ukryje to się ukryło. Wcale nie skapował że to ja też spaliłem tą saletre w piwnicy parę dni wcześniej. Ja to bym od razu się skapcił a on powiedział, "to że jakieś debile chciały spalić cały blok saletrą to nie znaczy że ty masz być taki sam jak oni. Bierz przykład z mądrzejszych a nie z tych co zawsze robią złe rzeczy i tylko kłopoty z nimi całe życie". To co mam brać przykład z Nieradka chodzącej encyklopedii co tylko się uczy cały czas i biega na prostych nogach? To już wole z nikogo nie brać przykładu tak jak teraz i być sobą w dzień i w nocy i zawsze. Bo albo się ma swoją osobę i swój charakter albo się nie ma. Ja nie chcę być jak ktoś bo czasem jeden ktoś to już za dużo a co dopiero dwa. A może ma rację ojciec, ale nie mam czasu o tym myśleć bo ide po serownika do kuchni.
Siema nara hej !!